28.09.2018

Wyjątkowy stół po Dziadkach. Nasza jadalnia


To bardzo wyjątkowy projekt i jego realizacja przeciągnęła się w czasie, z uwagi na moje wymagania. Ten mebel to rodzinna pamiątka, pełna emocji i historii. Zrobienie czegoś na pół gwizdka, nie wchodziło w grę. Zobaczcie naszą jadalnię z pięknym stołem po moich dziadkach.



Wiele mebli z domu dziadka i babci przepadło bezpowrotnie. Mówiąc wprost- zostały spalone w piecu. Z takich, które pamiętam i których żałuję są szafki nocne.

Właściwie, jeszcze cztery lata temu sądziłam, że spłonęło wszystko. Aż tu kiedyś, przez przypadek, urządzając pracownię, mama zapytała mnie, czy nie chciałabym zabrać stołu po dziadkach?

W pierwszej chwili w ogóle tego mebla nie poznałam. W latach 90-tych, po otworzeniu granic, babcia wstawiła do kuchni nowe meble i kiedy mama pokazała mi ten stół, nie mogłam przypomnieć sobie, skąd on pochodzi.



Chwilę później wróciło do mnie wspomnienie garażu dziadka. Garażu, w którym miał porządek pod linijkę i poza innymi, warsztatowymi blatami, właśnie ten stół.

Bardzo się ucieszyłam, że mama uratowała ten mebel. Zabrałam go do swojej pracowni w Łodzi i sama korzystałam, jak ze stołu warsztatowego.

Kiedy podjęliśmy decyzję o budowie domu, dowiedzieliśmy się o ciąży, postanowiłam zamknąć pracownię. Przenieśliśmy się do domu mamy i stół po dziadkach czekał w jej garażu na renowację. Od samego początku wiedziałam, że w domu stanie ten stół  i będzie jego sercem!

PIASKOWANIE MEBLA


O piaskowaniu mebla muszę napisać odrębny post, ale co nieco wspominałam przy okazji renowacji biurka do naszego gabinetu.

Dlaczego zdecydowałam się na piaskowanie? Z kilku powodów. Zacznijmy od stanu mebla. Blat był potwornie zniszczony. Znajdowało się na nim kilkanaście odcieni farb i ich warstw.


Idźmy dalej. Zwróćcie uwagę na kształt nóg mebla. Ich ręczne czyszczenie- bo tutaj żadna maszynka nie dałaby rady- zajęłoby mi tygodnie!


Piaskowanie nie jest tanie, ale jest szybkie i efektowne. Piaskowanie takiego stołu to koszt około 300-450 złotych. Gdybym miała to zrobić samodzielnie, straciłabym około miesiąca czasu i materiału (papier do szlifierki, prąd) za minimum 150 złotych.

Stół po piaskowaniu prezentował się następująco:




Piaskowanie zrywa nie tylko stare warstwy farby. Bezpardonowo odkrywa wszystkie niedoskonałości drewna. Ślady po kołatkach, szczeliny i pęknięcia. Z początku, wszystkie te mankamenty chciałam zostawić.


IMPREGNACJA MEBLA- MEBEL DO UŻYCIA WEWNĄTRZ
I NA ZEWNĄTRZ


Lubię wyzwania i prosta renowacja stołu po dziadkach to nie dla mnie. Zamarzyłam sobie, aby zaimpregnować stół w taki sposób, by móc go używać również na zewnątrz.

W tym celu musiałam wybrać impregnat, który zapewni odporność na wilgoć, deszcz, śnieg, słowem wszystkie warunki atmosferyczne panujące na zewnątrz.

Takim impregnatem jest właśnie Vidaron- Ochronno-Dekoracyjno-Powłokotwórczy. Użyłam go do zabezpieczenia mebli na tarasie. 

Wybrałam trzy odcienie- dąb bielony, antracyt szary i teak naturalny. Oczywiście, przed zastosowaniem impregnatu na stole, zrobiłam test. Użyłam kawałka listewki z tego mebla.


I tutaj nastąpiło pewne przekłamanie- z mojej winy :) Producent zaleca użycia pędzla celem uzyskania odpowiedniego efektu.

 Od lewej widzicie dąb bielony, w środku teak naturalny i na końcu szary antracyt.


Preparat nałożyłam bawełnianą szmatką i pomiędzy dwoma pierwszymi, podczas testu, nie widziałam właściwie żadnej różnicy. Podjęłam decyzję, że dąb bielony położę na korpus mebla, teak na blat, a antracyt na szuflady.


Zaczęłam nakładać dąb bielony pędzlem, zgodnie z zaleceniem producenta i uzyskałam piękny efekt. Faktycznie, drewno zostało wybielone! Dąb bielony stał się bielony i kompletnie odbiegał od tego, który wyszedł mi na próbie bawełnianą szmatką.

! Ważne- nie zapomnijcie też o solidnym wstrząśnięciu puszką i wymieszaniu preparatu !




Zgodnie z pierwszym planem, blat pokryłam dwoma warstwami impregnatu w kolorze teak naturalny. W trakcie nakładania impregnatu, wszystkie delikatnie przebarwienia- ciemne plamy, zaczęły wychodzić.


Taki efekt finalny mnie nie zadowolił. Dodatkowo, doszłam do wniosku, że porowatość drewna plus ślady po kołatkach i szczeliny, to zbyt dużo i postanowiłam zaszpachlować część ubytków.


Wówczas kompletnie utraciłam przekonanie do koloru blatu. Szpachla, mimo iż dobrana kolorystycznie bardzo odbiegała od koloru impregnatu. Przeszlifowałam blat delikatnie drobnoziarnistym papierem. Przygotowując tym samym, do kolejnej impregnacji, ale już w innym kolorze.


Sięgnęłam po szary antracyt. I to był strzał w dziesiątkę!




Uzyskałam nie tylko piękny, głęboki kolor, ale udało się ukryć miejsca łączeń, klejenia i szpachli, dodatkowo uzyskując efekt drewna przypalanego. Jestem absolutnie zachwycona!

DROBNE NAPRAWY


Stół był nieco sfatygowany i wymagał między innymi podklejenia sklejki w szufladach, czy desek blatu. W tym celu użyłam kleju do drewna. Ubytki po kołatkach i miejsca łączeń klejem wypełniłam szpachlą. Szpachla pięknie zabarwiła się impregnatem, tworząc naturalny, niejednolity efekt.




STÓŁ PO RENOWACJI


Tak prezentuje się stół po renowacji. Ja jestem mało subiektywna, bo też pełna emocji i wzruszenia, że ten mebel nadal żyje, w dodatku w moim domu.


Impregnat świetnie spenetrował drewno. Zawarty w nim wosk podniósł wodoodporność mebla, którą testowaliśmy podczas ulew w ostatnim czasie. Stół stał na tarasie i woda spływała z niego, jak po kaczce!


Wszystkie, nieduże niedoskonałości to historie. Np. dziurki na rantach babcia zrobiła dokręcając maszynę do drylowania wiśni. Do dziś pamiętam zapach owoców w letniej kuchni, kiedy po zbiorach babcia szykowała je do robienia soków, dżemów i konfitur.

Wówczas, traktowałam to jako zabawę. Ile oddałabym dzisiaj aby wrócić na kilka chwil do tej leniej kuchni. Przytulić babcię. Podziękować jej za wszystko.



Jedno z pęknięć na blacie zostawiłam specjalnie. Ta rysa przypomina mi bliznę, linię papilarną, i uznałam, że chcę by to zostało. Nie przeszkadza w użytkowaniu, a podkreśla historię mebla.





Jest mi naprawdę smutno, że ani babcia, ani dziadek nie dożyli tej chwili. Nie zobaczyli swojej prawnuczki, nie byli na naszym ślubie, nie zobaczyli naszego domu. Jeśli chociaż malutki ich pierwiastek pozostał w tym meblu, opowiemy im wszystkie nasze historie, w kolejnych latach, każdym obiadem, zjedzonym przy tym stole, rysunkiem wykonanym niezdarnie przez Helenę, odrobioną pracą domową, opowiedzianym żartem.


Dajcie znać, jak Wam się podoba? Czy w Waszych domach, mieszkaniach jest taka wzruszająca pamiątka? Piszcie!


Już za tydzień zaprosimy Was do naszego salonu. Zobaczycie kącik retro, na ciemnej ścianie, w nowej odsłonie, moją dżunglę, czyli rośliny, które przez lata uzbierałam i nową, ciemną zieloną sofę. Musicie być!



« Nowszy post Starszy post »

Komentarze