28.08.2018

Co zabrać na wakacje z małym dzieckiem? Lista niezbędników


Dzisiaj mam dla Was temat trochę po czasie, ale żeby być wiarygodnym, wakacje musiały się odbyć. Co zabraliśmy z Helenka na nasz pierwszy, wspólny urlop? Co się sprawdziło, a co okazało totalną klapą? I jak udało nam się, z ząbkującym niemowlakiem, wykrzesać czas na zrobienie i wspólne zjedzenie śniadania? Czytajcie dalej!

Helenka to jest ten trudny egzemplarz. Śmiejemy się czasem z Mariuszem, przez łzy i mówimy do niej, że jeśli chce mieć rodzeństwo musi nam trochę odpuścić :) Córka wiele sobie z naszych próśb i gróźb nie robi, a my nie zamierzaliśmy odpuszczać aktywności i urlopu, pomimo bolesnego ząbkowania.

Trudności z Helenką, jej pseudonim to Helena Bolesna, są od początku. Gdybyśmy poddali się i zamknęli w domu z jej kolkami, spazmatycznym płaczem, pewnie dziś siedzielibyśmy w zakładzie zamkniętym z odebranymi prawami rodzicielskimi.

Zrozumie nas ten, kogo dziecko przeszło dramatyczne kolki i do tego nie omieszkało być książkowym, modelowym high need baby. Tym nie odkładalnym, płaczącym prawie non-stop, bez wskazanej, medycznej przyczyny. Ot tak!

Urlop z dzieckiem


Helenka jest zbyt mała by posiłkować się pomocą Babci i wyjechać na romantyczny tydzień bez niej. Chociaż, kiedy tylko dorośnie, walizki spakujemy w pięć sekund :) 

Na dziś dzień chcemy aby była oswojona z podróżowaniem, z samochodem, z obcymi ludźmi, dźwiękami i zapachami, widokami. Wybraliśmy się więc na tydzień na Mazury.

Byliśmy tam już w tym roku, w czerwcu. Wyjazd sprzed wakacji różnił się tym, że Helenka była wówczas nieboraczkiem, miała nieco ponad dwa miesiące i jej jedynymi potrzebami było jedzenie i spanie oraz tulanie. Tego ostatniego, z uwagi na kolki, było najwięcej.

Wyjazd z pieciąmiesięcznym szkrabem to już inne wyzwanie. Helenka jest bardzo zainteresowana otaczającym ją światem i dość ostentacyjnie informuje to otoczenie o swoim ząbkowaniu. W użyciu są nie tylko jej nogi, które ze smakiem podgryza, ale liczne gryzaczki, zabaweczki i tym podobne akcesoria do masowania dziąseł. I o tych i innych akcesoriach jest dzisiejszy wpis.

Co zabrać na wakacje z małym dzieckiem?


Fotelik


Zacznijmy od podstawy, a więc fotelika i niech będzie on nie tylko bezpieczny, ale również wygodny. 

Lubimy jeździć. Mamy w planach kolejne wyjazdy dalsze i bliższe. Kupiliśmy więc jedyny na rynku fotelik z homologacją dla pozycji półleżącej dziecka.

Podróż na Mazury to około pięciu godzin jazdy z przystankami. Warto zapewnić dziecku możliwie najwyższy komfort.

Jaki fotelik mamy? Kiddy Evoluna I-size. Mariusz pracował jakiś czas z akcesoriami tego typu właśnie. Brał udział w szkoleniach, oglądał na potęgę crach-testy. Kompletnie zaufałam mu w kwestii wyboru tego przedmiotu dla dziecka.


Fotelik oglądacie właśnie w tej rozłożonej pozycji. Jest to mega wygodne, kiedy dziecko chce się zdrzemnąć, kiedy chcecie zabrać fotelik na adapterach, na krótki spacer. Polecam!


Łóżeczko


W domku mojej Mamy jest łóżeczko dla dzieci, ale już większych. W czerwcu Helenka spała z nami w łóżku. Jesteśmy jednak na etapie jej pre-eksmisji do własnego pokoju i aktualnie pracujemy ciężko nad jej spaniem w jej własnym łóżeczku. 

Łóżeczko, które mamy to Chicco, Next to me dream. To ta nowsza wersja. Szerzej omówię je przy innej okazji. Dzisiaj powiem, że jest wygodne, mobilne, lekkie i łatwo je rozmontować na czas podróży.




Teoretycznie, jadąc w miejsce, gdzie są dostępne łóżka dziecięce możemy zaoszczędzić troszkę miejsca w bagażniku, ale dzisiaj nie zdecydowalibyśmy się na to. Miałabym kłopot z cudzym materacem oraz nerwy, czy Helena, którą ciężko "wygonić" z naszego łóżka, zaakceptuje kolejny mebel?

Plecak na wakacje z dzieckiem


Od wielu lat prawie w ogóle nie noszę torebek. Po operacji kręgosłupa, lekarz i rehabilitant szybko wyjaśnili mi, jak nie zdrowy jest to dodatek. Jestem przyzwyczajona do plecaków.

Przed narodzinami Helenki zakupiłam na aliexpress taki oto model, który jest rewelacyjny. Omówię go dokładniej w odcinku i wpisie o moich TOP przedmiotach przy maluchu.


Plecak świetnie się sprawdza oczywiście nie tylko na wakacjach, ale na codzień i w sytuacjach awaryjnych. O czym opowiadam w tym vlogu 

Szumiś


To przyjaciel Helenki od jej narodzin. Z początku tylko funkcja szumienia miała dla Nas i Helenki znaczenie, dzisiaj to jest dla niej również zabawka. Helenka uwielbia czarne oczy pluszaków, dodatkowo szumiś ma szeleszczące uszka i kolorowe wstawki w łapkach.





Gniazdko


W praktyce nie było nam niezbędne, ale okazało się pomocne. Helenka jest na etapie leżącym, nie zabieraliśmy ze sobą dużej piankowej maty. Takie gniazdko, położone na grubym dywanie świetnie sprawdzi się na czas zabawy, kiedy chcecie przygotować śniadanie, wypić kawę.




Bujaczek


Helenka jeszcze nie siedzi, ale jest bardzo zadowolona w pozycji półleżącej. Bujaczek nie raz ratował nam skórę, lub mówiąc wprost, pozwalał skorzystać z łazienki, czy wziąć mega szybki prysznic. Ktoś powie, że takie urządzenie zajmuje w bagażniku zbyt wiele miejsca. Jaki mam patent, aby zmieścić bujaczek i nasze ubrania? Obejrzyjcie najnowszy odcinek w cyklu Zorganizowana Mama na Youtube.



Grzechotki i gryzaki


Pisałam już, że Helenka ząbkuje? :) Na czas podróży, a także do zabawy na miejscu przydadzą się i świetnie się sprawdziły gryzak mombella oraz różne grzechotki.



Nosidełko ergonomiczne


Nim zaczniecie rzucać kamieniami poczytajcie wpierw o nosidełku i porozmawiajcie z fizjoterapeutą dziecięcym ;) My stosujemy nosidło od spazmów Helenki, które rozpoczęły się około 3-4 tygodnia jej życia i miały górkę około 6-7 tygodnia. Wówczas w ruch poszło nosidełko Tula Free To Grow, które wiele razy uratowało nas przed szpitalem i je zadławieniem się własnymi łzami i gilami.

Nosidełko mamy zawsze ze sobą, bo jest to autentycznie jedyny patent na ukojenie Heleny. Czy to z powodu kolki, czy teraz, ząbkowania. Przydaje się również, kiedy dziecko odmawia dalszego spaceru w wózku, a jakoś trzeba wrócić do domu.





Nosidełko Tula jest dla nas na tyle ważnym przedmiotem, że mamy dwa. Na okoliczność, gdyby jedno się gdzieś zapodziało, czy uległo zabrudzeniu, zniszczeniu :)

Bambusowe kocyki


Na koniec coś, co jest moją miłością od przyjścia Heleny na świat. Bambusowe kocyki. Stosowaliśmy je do spowijania, otulania, wycierania, ocierania, przykrywania- do wszystkiego. Nie wyobrażam sobie bez nich wyjazdu. Zajmują bardzo mało miejsca, są świetne gatunkowo, piękne. Uwielbiam je!


Co nie sprawdziło się podczas wyjazdu?


Na pierwszym miejscu jest wózek. Jakimś cudem, udało się nam odbyć w nim trzy spacery, jeden 40 minutowy - to aktualny rekord Heleny! Wózek nie zajmował nam miejsca w aucie, bo taki wakacyjny egzemplarz jest w domku mojej mamy.

Elektroniczna niania- to nie był strzał w dziesiątkę. Deklarowany zasięg 260 metrów w rzeczywistości nie pozwalał mi nawet odejść od tarasu. Zmieniamy nianię na inną. To nie tyle wina urządzenia, co modelu :)

Tak wyglądała nasza lista niezbędników. Jak te przedmioty sprawdziły się w użyciu możecie zobaczyć w serii vlogów, która powstała z wyjazdu. 

Nie wymieniam podstaw, jak smoczek, butelka na wodę, herbatę itp.

A jakie są Wasze patenty, sprawdzone przedmioty na wyjazdy z dzieckiem? Podzielcie się!

« Nowszy post Starszy post »

Komentarze