12.06.2018

6 lat razem, czyli przepis na udany związek


Po kilku latach pracy z domu i rozwijaniu się jako para, a teraz rodzina, wiele razy słyszałam od Was pytania, jak to pogodzić? Jak nam się udaje? Dzisiaj zdradzimy trochę więcej o naszym przepisie na udany związek. Czy faktycznie go posiadamy? Czytajcie dalej!

Wiele zdradziłam w wywiadzie dla Chichotka.pl, który obejrzycie tutaj. Byliśmy też częścią wpisu o wspólnej pracy u Agnieszki, na blogu To się opłaca, klik.  A o moim charakteru, wiele powie Wam wywiad na blogu Anny Lewandowskiej, Baby by Ann. 

Ja opowiem dzisiaj jeszcze więcej, może stanie się to dla Was inspiracją!

Silna Kobieta żadnej pracy się nie boi


Tego zostałam nauczona w domu. Jak również tego, że bez ciężkiej pracy nie osiągnę niczego. To się tyczy etapu edukacji, dodatkowych kursów, szkoleń i auto rozwoju samego w sobie. Od zawsze Mama budziła we mnie potężne pokłady ambicji, która popychała mnie do zdobywania nowych kompetencji i doświadczeń. O tym, jaka jest moja Mama, poczytacie tutaj, klik.  Ja zaś, przy okazji, przypomnę Wam, iż tylko do 15/06 możecie skorzystać z promocji na super-hiper-mega wygodny materac Eve,  o którym słów kilka, właśnie w tamtym wpisie.



Czemu piszę o byciu silną Kobietą? Bo uważam, że w mieszance na udany związek, to bardzo ważny składnik! Kobieta, która wie, czego chce, przy odpowiednim mężczyźnie rozkwita. Silna Kobieta to nie tylko trudny charakter, bo takowy posiadam i mam tego świadomość, ale przede wszystkim motor napędowy dla pary.

Próbowałam się w tak wielu zawodach, robiłam tak różne rzeczy by znaleźć swoją drogę, że braknie serwera bloggera na moją historię. Z ciekawostek zdradzę, iż byłam między innymi menadżerem drużyny futbolu amerykańskiego i przedstawicielką farmaceutyczną. W każdej pracy czegoś się nauczyłam, poznawałam ludzi, wybierałam w kontaktach tych mądrych i ambitnych. Uczyłam się od nich, wiedzę zawsze chłonęłam, jak gąbka.

Spytałam Mariusza, jakie ma korzyści posiadając taki mocny charakter przy sobie. Wiecie, co powiedział na początku? "Wszystko mam trudniej". Pomyślałam sobie, że nie takiej odpowiedzi się spodziewałam, ale Mariusz dodał " I dobrze, bo bez Ciebie by mi się nie chciało tak bardzo".

Przeciwieństwa się przyciągają



Kiedyś wydawało mi się, że idealne związki to np. dwoje kucharzy, dwoje podróżników, po prostu dwoje ludzi, których kręci to samo. Najlepiej jeśli mają podobne charaktery, bo podobieństwa się przyciągają. 

Byłam w związkach, w których partnerzy mieli podobny do mnie temperament. Nie kończyło się to dobrze :) Przy moim charakterku, drugi charakterek był kompletnym nie wypałem.

Jestem wybuchową ekstrawertyczką, a Mariusz cichą wodą. O mnie mówią, że mam włoski temperament, a Mariusz anielską cierpliwość.

Tutaj tkwi nasz sukces. On ustępuje lub czeka na koniec moich ekspresji. Ja organizuję nam rzeczywistość.

Lubię rządzić, tworzyć, wymyślać, kreować i dyrygować. Mariusz lubi spokojną ocenę sytuacji i jeszcze spokojniejsze działania. Na tym polu się ścieramy. Ja jestem powietrzem, nie usiedzę długo w miejscu, cieszę się na każdą zmianę. Mariusz jest ziemią, ceni sobie ciągłość i powtarzalność w otaczającej go rzeczywistości.

Te pola do konfliktów, nie tylko jaskrawo pokazują nasze różnice, ale stają się też przyczyną do pracy nad sobą. Mariusz uczy się bardziej spontanicznego i szybkiego działania, a ja, refleksji nad swoimi planami i studzenia entuzjazmu.

To nasza recepta. Muszę jednak przyznać, że z radością obserwuję stoików o wspólnej pasji, którzy realizują się poza pracą, jako para. "Wszystko robimy wspólnie" i czerpią z tego radość. W naszym wypadku jest zupełnie odwrotnie. Dlaczego?

Brak wspólnej pasji


Wielką dziurą w naszej relacji, partnerstwie, małżeństwie, jest brak wspólnej pasji. Dziurą, która niesie i pozytywne, i negatywne konsekwencje. Z jednej strony, mniej rzeczy możemy robić wspólnie i wspólnie czerpać z nich przyjemność, z drugiej zaś każdy z nas ma swoje, indywidualne pole.

Ja uwielbiam podróżować, poznawać świat, spędzać czas z ludźmi i ciągle działać. Mariusz to typ domatora i wędkarz. Jak się domyślacie nigdzie nie ma punktów zbieżnych. Kiedy ja chcę jechać na wakacje, on cierpi z tego powodu. Jak Mariusz jedzie na ryby, ja narzekam na brak wspólnie spędzonego czasu.

Mariusz potrafi się położyć na drzemkę w ciągu dnia, mnie by prędzej szlag trafił, niżbym przez dziesięć minut siedziała bezczynnie.

Z drugiej strony, rozbieżne zainteresowania pozwalają mieć nadal kawałek swojego "ja". To coraz trudniejsze, w szczególności z dzieckiem i już raczej z doskoku. Nie mniej, w kwestii pasji, każde z nas "coś" ma i może to realizować w pojedynkę.

Uważam, że posiadanie takiego swojego poletka, jest bardzo zdrowe. Chciałabym wierzyć, że ludzie są ze sobą na zawsze,a małżeństwa się nie rozpadają, ale wiem, że w prawdziwym życiu tak nie jest. Kiedy każda z osób ma swój świat, w przypadku rozpadu wspólnych marzeń, może do niego wrócić lub na nim zbudować świat od nowa. 

Wspólna praca


Jak się domyślacie, przy tak różnych charakterach, na polu zawodowym również ścieramy się, jak fajerwerki. Ja szybko działam, lubię natychmiastowe efekty. Mariusz powoli osiąga swoje cele poprzez systematykę. Nie wiem, czy chciałabym na dłuższą metę realizować się tylko wspólnie z Mariuszem, zawodowo. Cieszę się, że ja głównie zajmuję się pracą w internecie z pomocą Mariusza, a on realizuje się w pośrednictwie z moimi poradami. 

Znam pary, dla których wspólna praca to idealne rozwiązanie. Mam taką konkluzję, że jeśli ta praca jest pasją, obydwojga, ma to sens. Wówczas oboje czerpią olbrzymią satysfakcję, radość i pożytki finansowe z tego, co robią. Jeśli jednak jest to "tylko" praca, lub pasja dla jednego z nich, w dodatku są swoimi przeciwieństwami i jeszcze mają kompletnie różne pasje, to wspólna praca staje się udręką i ciągłymi wyrzeczeniami. Tak było w naszym wypadku i nastąpił jasny podział.

Miałam marzenie, byśmy wszystko robili wspólnie, ale jest to ideologicznie niemożliwe. Jestem ciekawa, jak jest w Waszym wypadku i czy wizje mocno zderzyły się u Was z rzeczywistością?


Nie patrzymy na siebie


A w tym samym kierunku. Kiedyś taką definicję miłości opowiedziała mi moja ciocia. Zakochani patrzą na siebie i widzą wszystko w różowych okularach, aż proza i codzienność nie stłamszą ich uczucia. Ważne, by w tej szarości dnia codziennego, umieć wspólnie, trzymając się z ręce, zmierzać we wspólnym kierunku. By finalnie, pod kreską, marzenia były wspólne i cel był jednolity. 


Taka jest nasza recepta. Wśród konfliktów, nieporozumień, radości, uśmiechów i łez, na horyzoncie widzimy jeden obrazek- dwójkę starszych ludzi, przekomarzających się o to, czy na obiad zjeść ziemniaki, czy makaron. Z gromadką wnucząt, krzątających się po domu. Ze świadomością, iż każde z nas nauczy ich czegoś innego. I to jest piękne!

Koniecznie napiszcie nam, jak jest u Was? Może się wzajemnie pocieszymy? Jesteście dobrani, czy wprost przeciwnie? Pracujecie razem, a może sobie tego nie wyobrażacie? Piszcie. 
« Nowszy post Starszy post »

Komentarze