22.09.2017

Budujemy DOM. Decyzja o kupnie działki i budowie domu.


Zgodnie z obietnicą, w pierwszy dzień kalendarzowej jesieni rozpoczynamy nowy cykl- BUDUJEMY DOM. Zachęcam Was do zapisania się na nasz newsletter, by nowinki z placu budowy Was nie ominęły !

Przebieraliśmy nogami, nie mogliśmy się doczekać, aby opowiedzieć Wam absolutnie wszystko o tym przedsięwzięciu. Podjęliśmy ważną decyzję w życiu i wiele zmian przed nami!

Nowy cykl to wkrótce nowy baner na blogu, zwiastujący kolejne etapy powstawania naszego domku. Za fantastyczne grafiki odpowiedzialna jest Ania. Wy widzicie aktualnie jedną z nich,w pasku bocznym ("kierownictwo budowy"), ale z biegiem rozwoju etapów budowy, poznacie kolejne!

W tym wpisie chcielibyśmy podzielić się z Wami szaloną drogą, jaką odbyliśmy by zdecydować się na taki krok. Skąd taki pomysł? Czy było nam źle w naszym mieszkaniu?



Dom, czy to jest Twoje marzenie?



Mariusz zawsze marzył o domu. Kiedy mnie poznał zapytał się, jak to możliwe, że ja nie mam jeszcze domu i trójki dzieci. Uśmiechnęłam się i szczerze odpowiedziałam, iż mnie to nie interesuje. Tak było na tamtym etapie życia. Byłam typową karierowiczką. Pracującą po 12-15 godzin dziennie, wykonująca plany na 350%, koszącą gigantyczne premie, żyjącą pracą. Mariusz natomiast zmienił w ciągu kilku lat moje podejście do życia. On i moje operacje. Zasmakowałam bólu, jaki się Wam nie śnił nawet i kruchość życia dotarła do mnie z mocą Tsunami uderzającego o brzeg. Z radosnej singielki zgodziłam się wyjść za Mariusza, chociaż ślub był ostatnią rzeczą, jakiej wcześniej pragnęłam. Pojawiły się również marzenia o założeniu rodziny, chociaż tutaj dosięgnęły nas kolejne dramaty. W trakcie pracy, blogowania, pokochałam urządzanie naszego mieszkania, w szczególności od czasu jego remontu. I uwierzcie mi, dom nie był moim marzeniem.

Zbiegi okoliczności



W tak zwanym między czasie nasi przyjaciele wrócili z Krakowa do Łodzi. Tacy prawdziwi przyjaciele. Do tańca i do różańca. Wieloletni. Ten wstęp jest ważny. Kupili prawie nowe mieszkanie, urządzili się, nie minęło kilka miesięcy i podczas kolacji informują nas, iż będą budowali dom. Zbili mnie z pantałyku. Nowiutkie mieszkanie, świetna lokalizacja. Wspominali w minionych latach o domu, ale podobnie, jak ja, powtarzali również, iż to zbyt kosztowna inwestycja na tym etapie. A tu nagle- trach! I zaczęli nam opowiadać. Ja, co prawda, nie słuchałam ich jako Paula, tylko jako pośredniczka. Zainteresowała mnie ciekawa lokalizacja, a przede wszystkich oferta usługi kompaktowej. A także cena. W tym nie tylko cena zakupu, ale również, a może przede wszystkim, eksploatacji domu. Z początku te dane przetwarzałam myśląc o Klientach, którym mogłabym taką nieruchomość zaproponować. Po kilku dniach, dosłownie, przyjaciele zaproponowali abyśmy podjechali z nimi w miejsce inwestycji, żeby ją zobaczyć. Na miejscu mogliśmy odwiedzić funkcjonujące już tam nieruchomości, zobaczyć układ domków- wszystkie stoją na dwóch projektach, o tym więcej innym razem. Rozejrzeć się. Nie zapomnę do dzisiaj wyrazu twarzy Mariusza. Jego oczy były uśmiechnięte i powtarzał tylko cicho "Fajnie, fajnie". Co ja poczułam? Obudziła się we mnie myśl, że to może mieć sens. A zaraz po niej pojawiły się dylematy. Wynikające ze zboczenia zawodowego. Co z dojazdem? Jak tu wygląda zima? Czy przedstawione nam koszty eksploatacyjne są rzetelne? Itd.

Przestań się zastanawiać- działaj



Poddałam głębokiej analizie całą sprawę. Porozmawiałam z mamą, jeszcze bardziej doświadczoną pośredniczką. Wysłuchałam jej za i przeciw. Jakie są zalety tej lokalizacji, samego domu. Jak łatwo będzie go spieniężyć w przypadku takiej konieczności. Rozpatruję zawsze nieruchomość pod kątem inwestycji. Bo życie zaskakuje i dobrze się przygotować na różne ewentualności. Rozpisałam swoje plusy i minusy. Czy ja jestem gotowa na taki krok? Czy faktycznie, życie w mieście mi się znudziło? Jak poradzę sobie bez miasta? Jak to wpłynie na pracę moją i Mariusza? W głębi serca, czułam jednak iż miasta mamy po prostu dość. Po pojawieniu się chęci do realizacji tego przedsięwzięcia, zabrałam się za obliczanie budżetu domowego i możliwości finansowania tej inwestycji. O moim rozterkach w tej kwestii poczytacie w osobnym wpisie. Kiedy w końcu, pod kreską pojawiło się więcej plusów i stabilna sytuacja finansowa, poinformowaliśmy inwestora, iż chcemy zostać sąsiadami naszych przyjaciół. Sami do końca nie wierząc, że decydujemy się na taki krok!

Nikt nie mówił, że będzie łatwo



Od momentu podjęcia przez Nas decyzji na TAK, a było to tuż przed naszym ślubem, do podpisaniu aktu minęło kilka miesięcy. Podróż poślubna była dla nas czasem rozważania nad domem. Po powrocie byliśmy gotowi rozpocząć załatwianie formalności. Wiecie ile dzwonów mieliśmy po drodze? Kłopoty z bankiem zdecydowanie lądują pierwsze na liście. Ile czasu zajęło nam otrzymanie kredytu i podpisanie aktu notarialnego od, przyjmijmy, października? Pół roku ! U notariusza stanęliśmy w końcu 29/03/17r. I po podpisaniu aktu ciężko było nam uwierzyć, że to już. Udało się! Czy w tym czasie nie chcieliśmy odpuścić? Cóż, przeważała motywacja i pragnienie, by ten cel zrealizować. Ale kilkakrotnie poczułam, że może kosmiczne sygnały próbują nas odwieźć od tego przedsięwzięcia? Byliśmy po prostu zmęczeni. Dlaczego to wszystko tak długo trwało? Bo nie kupowaliśmy domu deweloperskiego, w rozumieniu ustawy deweloperskiej. Kupowaliśmy działkę od osoby fizycznej, z której firmą zawieraliśmy później umowę o wybudowanie domu. Bank nie traktował nas jako Klientów biorących kredyt na zakup nieruchomości, tylko jako inwestorów de facto, chcących samodzielnie wybudować dom. To utrudniło i wydłużyło okrutnie procedury. Czy było warto? Tak, dlatego, iż taka inwestycja, jest znacznie bardziej przystępna cenowo, niż oferty domów deweloperskich.

Dom w mieście, dlaczego nie?



Z początku, rozważając w ogóle dom w swojej głowie, sądziłam iż będę brała pod uwagę tylko domy w mieście. W jego granicach. Ale najzwyczajniej w świecie mnie na nie stać. Na rynku łódzkim, dom wolnostojący z działką ok. 1000m2, to wydatek rzędu 1.500.000 zł. Do miliona złotych kupicie (i wykończycie) najwyżej bliźniaka lub segment, z działką 150-300 metrów. Cena była więc pierwszą blokadą. Czy tylko ona? Nie. Zrozumiałam też, iż dom w mieście, to dalej życie w mieście. Tłoczna zabudowa, bardzo duża liczba sąsiadów, hałas i zanieczyszczone powietrze. Być może po czterdziestym piątym roku życiu, po pięćdziesiątce, zapragniemy wrócić do miasta i tego, co ono oferuje. Aktualnie jednak kompletnie nie wykorzystujemy jego zasobów. Wprost przeciwnie. Uciekamy stąd i mamy wręcz dość życia w śródmieściu.

Nowy dom, a nasze marzenia




Czy braliśmy pod uwagę inny dom? Inną lokalizację? Nie. Kiedy w ogóle zaczęliśmy rozważać tą opcję, kartą przetargową, był fakt, iż nie jest to dom na pustkowiu. Że stoi tam kilka innych domów, a przede wszystkim, że naprzeciwko Nas będzie dom naszych przyjaciół. Tym samym nie jesteśmy sami, skazani tylko na siebie i swoje towarzystwo. Był jeden moment, kiedy w trakcie ważenia się losów naszego kredytu przez przypadek natknęłam się na ofertę apartamentu w domu oficerskim, w najpiękniejszym miejscu w Łodzi. Oferta była kusząca, z bardzo atrakcyjną ceną. W głębi serca to moje marzenie, takie przestronne mieszkanie w kamienicy z okresu międzywojennego. Z dużymi oknami i w tej właśnie ukochanej dzielnicy miasta. Przy parku, a jednak dalej w centrum miasta. Okazało się jednak, iż nakłady konieczne do poniesienia by nieruchomość nadawała się do użytku zbliżały się do miliona złotych, czyli na ten moment, powyżej naszych możliwości. Ale nie tylko z tego powodu odrzuciłam myśl o zakupie tego mieszkania zamiast domu. Stare nieruchomości wiążą się nie tylko z gigantycznymi kosztami remontu. Należy wziąć pod uwagę również koszty eksploatacji takiej nieruchomości. Pięćdziesiąt, osiemdziesiąt lat temu nikt nie myślał energooszczędnie. Utrzymanie ok. 150 metrowego mieszkania to koszt rzędu 1500zł/miesięcznie. Nie jesteśmy gotowi na taką rozpustę na tym etapie. Lubię wydawać pieniądze, ale nie tam, gdzie mogę ich wydawać mniej. Poza tym funkcjonalność starych mieszkań nie idzie w parze z dzisiejszymi potrzebami. Kuchnie były wtedy zazwyczaj oddzielnie, gotowała w nich służba, sypialnie mają po 35-40m2, więc znacznie więcej, niż aktualnie potrzeba. Na tym etapie życia, to po prostu nie to.


Kupujemy działkę z domem


I tak kończy się historia samej decyzji. Dzięki naszym przyjaciołom, zbiegom okoliczności, pomocy rodziny, determinacji i uporowi, po kilku nieprzespanych nocach, udało nam się dojść do nowego etapu w życiu. Na naszej działce (brzmi surrealistycznie), rozpoczyna się budowa naszego domu (brzmi jeszcze bardziej surrealistycznie). Czym jest oferta kompaktowa,z której korzystamy? Jaki dom budujemy? Na jakiej działce? Z jakiego projektu korzystamy ? W jakiej technologi? I oczywiście, ile to będzie kosztować? Tego, wszystkiego dowiecie się w kolejnych wpisach. Mam nadzieję, iż śledzicie bloga na bieżąco, dodajcie go do obserwowanych i zaglądajcie systematycznie, aby żaden etap Was nie ominął!




A jak sprawa ma się w Waszym przypadku? Może już dawno kupiliście działkę i wybudowaliście dom? A może nosicie się z takim zamiarem? Czy tak, jak my, chcecie opuścić miasto?  Jesteśmy bardzo ciekawi- piszcie!


Kochani, serdecznie zapraszamy WAS do specjalnej GRUPY


We wpisie użyto m.in. zdjęć kaboompics.com
« Nowszy post Starszy post »

Komentarze