14.03.2017

NISZCZENIE mebli PRL. Niszczycielscy hejterzy

Tytuł postu jest kontrowersyjny, bo sam temat taki jest. I wzbudza emocje. Bardzo dużo emocji. Tak dużo, że jeśli czujecie, iż macie słabe nerwy, to z pełną odpowiedzialnością napiszę- opuście ten wpis.


"Co za niszczycielski wykon"
"Jak można tak zniszczyć mebel?"
"Zamalowana perła"



To tylko część epitetów z jakimi spotykam się w internecie. Na temat swojej pracy i pracy innych osób stylizujących meble. I pozwolę sobie zacząć od nie tyle definicji słowa niszczyć, ile jego synonimów:



Kiedy tak wczytuję się te wyrazy pokrewne, ciężko mi się z nimi utożsamiać. Na zwrot niszczenie mebli, mój mózg przywołuje np. siekierę i pana, rozparcelowującego piękną komodę z pomocą tego ostrego narzędzia. Albo widzę dym, bo przed chwilą w piecu wylądowały połamane, stare krzesła i nieźle się "hajcują".

I tak sobie myślę, jak to jest u licha, że ludzie z taką łatwością, lekkością i bezczelnością potrafią oceniać, nazywać cudzą pracę?



Przyszła moda na retro. Wraz z nią przyszli Ci, którzy ją pokochali, tacy, którzy ją znienawidzili. Ci, którzy ją modyfikują, zmieniają, lub akceptują w postaci oryginalnej. Zastanawiam się jednak, gdzie byli Ci wszyscy fanatycy (tak, napisałam fanatycy) i obrońcy wysokiego połysku 5 lat temu? 10 lat temu? 13 lat temu?

Wiecie gdzie byłam ja? Skakałam ochoczo niczym koza po śmietnikach i starych mieszkaniach wynosząc wszystko, co miało wylądować w piecu.



Pal licho, że ratowałam najgorsze śmierdziele, że żal mi było patrzeć na mebel stojący na deszczu, zamawiałam taksówkę i po królewsku zawoziłam do go swojej pracowni, ryzykując odmowę kursu.

Od początku przyświecały mi dwie myśli:

Pierwsza, to taka, że po ludzku szkoda tych mebli. Po prostu było mi przykro widząc ładny fotel, czy komodę, po które miała przyjechać śmieciarka i na zawsze je zniszczyć.

Druga, to był pomysł, jak zmienić podejście ludzi do starych mebli? I podkreślę, nie tych, którzy bezwarunkowo kochają meble z PRL'u. Ale wszystkich pozostałych. Którzy nie byli przekonani. Albo nie widzieli możliwości ich powtórnego wykorzystania. Potencjału.


Ta druga myśl ma więcej niż jedno dno. Ma aspekt sentymentalny- czyli, jak sprawić, by mniej z nas wyrzucało meble do śmieci? Te dobre, stabilne, praktyczne. Drugim dnem jest z pewnością czynnik ekonomiczny, chociaż ten uległ dzisiaj odwróceniu. W latach 2003/2004, kiedy ja ratowałam pierwsze fotele ze śmieci, był to tani sposób urządzenia mieszkania. Dzisiaj fotele te mogą być znacznie droższe od nowych mebli, ale ciężko mi oceniać ten trend. Dalej, jeśli mamy dostęp do mebli, dostaliśmy je w spadku, znaleźliśmy, urządzenie nimi mieszkania, czy domu będzie bardziej budżetowym rozwiązaniem niżli nowości z katalogu sieci meblowej. I jeszcze kwestia powrotu do rzemiosła, do prac typu zrób to sam. Odsunięcie się trochę od telewizji, smartfonów i spróbowanie swoich sił.


I zastanawiam się, dlaczego ktoś ocenia to źle? Czy lepiej meblom zgnić pod śmietnikiem, czy w nowym kolorze cieszyć czyjeś oko przez kolejne 40 lat? No i przede wszystkim, kto daje przyzwolenie do takich ocen? I czemu one mają służyć?

Pomysł na refreszing był ultra prosty.

Nie wyrzucajmy, odświeżajmy.

Wykorzystujmy to, co możemy powtórnie, inaczej. W żadnym wypadku, nie dam sobie przypiąć łatki niszczyciela. Nie ja. Ta, która poświęca 7 dni w tygodniu na zbieranie tych starych rupieci i edukację swoich Czytelników. Jak je odświeżyć, odnowić, pomalować, wyszlifować, zabejcować, polakierować- by służyły kolejnym pokoleniom.


Poruszę jeszcze dwie istotne kwestie, które mnie także
rozpalają do czerwoności.

Pierwszą jest kwestia własności. Dostaję wysypki, kiedy ktoś próbuje rządzić się tym, co moje. Jeśli w mieszkaniu mogę mieć ściany niebieskie lub białe, jeśli mogę chodzić w czapce lub bez, co komu do tego, czy pomalowałam swój mebel, czy też pieczołowicie go wyszlifowałam? Dlaczego ludzie, oceniają, wyrokują z taką, wybaczcie zwrot, bezczelnością?

Czy dlatego, że coś im się nie podoba? Rozumiem. Mi się nie podoba na świecie pierdyliard rzeczy, ale nie tracę swojego cennego czasu na komentowanie tego. Skupiam się tym, co mi sprawia przyjemność, co cieszy moje oko. Żyje się wtedy lepiej. Serio.



Czy dlatego, że sami chcieliby mieć takie meble? (I nic z nimi nie zrobić). Nie widzę kłopotu. Aukcje, portale, sklepy są dzisiaj przepełnione perłami designu, wysokim połyskiem, meblami z PRL-u. Kupujcie większe mieszkania i domy, twórzcie w nich wystawy tych mebli. Nikt nie zabrania.

Druga kwestia, poniekąd związana z kwestią własności, czyli swobodnym prawem do dysponowania swoimi rzeczami, w sposób zgodny z prawem, to MIEJSCE. Bardzo często  pod postami sprzedażowymi, pojawiają się fani mebli z okresu PRL-u i piszą "Chętnie, ale nie mam już miejsca", "Żebym tylko miała gdzie postawić".  To arcy drogie hobby. Słowo. Magazyn(y), dużo magazynów, schowków, piwnic, strychów, garaży. Niezliczona już ilość egzemplarzy. Setki, naprawdę, setki, które przeszły przez moje ręce, byle tylko nie zgnić na wysypisku.


I wtedy pojawia się taki ktoś, kto nie znając mnie, nie szanując mojego prawa do moich rzeczy, wylewa na mnie wiadro pomyj, z taką lekkością, jakby to było szturchnięcie w tramwaju.

Nie ma raczej świadomości, ile potrzeba siły, uporu, by taki mebel sprowadzić z jakiegoś domu, czy mieszkania, ile kosztuje wynajęcie magazynu, by go tam przechowywać. Lub ile trzeba włożyć pracy, by ten mebel wyszlifować, odnowić, czy też wystylizować.

Ale ta osoba, z równie wielką łatwością, pod moją wykonaną pracą napisze "Że za drogo!", "Skąd ta cena?", "Przecież to jest tylko wyszlifowane".


Chciałabym takich ludzi zaprosić do partycypacji w jednym moim dniu. Np. podczas transportu, a później podczas tego tylko szlifowania. Chciałabym zobaczyć ich zmęczone ramiona, ale na koniec dnia, uśmiech zadowolenia. Że jakiś stoliczek, choćby czerwony, nie czeka na zjedzenie przez kołatki przy starym, drewnianym domku, tylko jedzie do młodej dziewczyny, która napisze na nim swoje pierwsze wypracowania i będzie się uśmiechała na jego widok.

Ale ta osoba może też hejtować, bluźnić, obrażać i opluwać, pracę, osób takich jak ja. Może uda się jej nawet kogoś zniechęcić. Czy zadała sobie jednak trud odpowiedzi na pytanie, co to znaczy? Że kogoś zniechęciła, przed tym szarlatańskim malowaniem? Otóż skazała wówczas mebelek na śmietnisko.


Jeśli o mnie chodzi. Proszę wybaczyć. Różnice zdań, poglądów, czy nastawienia do starych mebli. 
Ja ich nie niszczę
A Wy?

W ciągu minionych dwóch,trzech tygodni spotkałam się z niewyobrażalnie dużą ilością hejterów każdej maści:
- hejter "specyjalista"- czyli można robić tylko tak, jak on umie

- hejter "sokole oko"- lepiej by Ci farba nie odpadła,bo on Cię dopadnie
- hejter "nie wiem,co napisać, więc po prostu Cię obrażę" - no comment
- hejter "do czego by się tu przyczepić"- czyli o tym, jak powinnam udzielać rękojmi na malowane meble
- hejter "tak naprawdę Cię lubię, oglądam/czytam od dawna, ale piszę pierwszy raz więc przypierdzielę Ci po całości" - to moja chyba ulubiona grupa, dwulicowych ludzi.. Serio czekaliście dwa lata na blogu/kanale, żeby mi napisać coś nie miłego? SIC!

Może jestem starej daty, może to kwestia wychowania i charakteru. Ale nie poświęcam nawet dwóch minut w ciągu dnia aby obrażać innych. Bo coś robią inaczej, bo mi się nie podobają, bo popełniają błędy. Z głębi serca żal mi ludzi, którzy tłumacząc się "dobrymi chęciami" wyrzygują na mnie swoje kompleksy, gorycz, frustracje. 

Ale dziękuję Wam, hejterzy, za to, że przypominacie mi iż można być innym człowiekiem. Uśmiechniętym, życzliwym. Nie czepialskim i z radością akceptującym każdy dzień ;)


Ps. Mężu, dziękuję Ci, po raz enty zresztą, za próbę odwiedzenia mnie od poczynienia tego postu. Z pełną odpowiedzialnością, będę broniła swojej refreszerskiej orki i krucjaty.
I jak ktoś znowu opluje mnie w internecie,
to słowo Ci daję- będę tylko silniejsza !
I kto jest ze mną może zostawić ciepłe słowo.

Wiem, to takie mało polskie :)
« Nowszy post Starszy post »

Komentarze