31.03.2017

Wtopy podczas remontu. Czyli co się NIE udało ?



Ile by człowiek remontów nie poprowadził, zawsze się coś wysypie. Dwie najczęściej kulejące rzeczy to kasa i czas. Mi akurat te dwie udało się dość dobrze ujarzmić, ale nie wszystko poszło, jak z płatka.

Dzisiaj chcę Wam pokazać, co się nie udało . Czyli z czego nie jestem zadowolona. Minął ponad rok czasu od remontu i wprowadzki, więc teraz z czystym sumieniem mogę te błędy wskazać. 

Jedną z rzeczy są kontakty :) W każdym pokoju jest ich około 10-12 sztuk. W każdym :) A mimo tak dużej ilości - zrobiłam to z premedytacją, aby w każdym ustawieniu mebli był swobodny dostęp do dużej ilości, nie wszędzie trafiłam z prądem.

Salonik. Udało mi się dobrze zaplanować ilość i wysokość kontaktów pod telewizorem. Powstała szyna w ścianie na kable i 8 wejść, 12 cm ponad linią podłogi. I to wcale nie jest za dużo- telewizor, dekoder, modem do internetu, router, od czasu do czasu komputer, gramofon, głośniki z przedwzmacniaczem i odkurzacz od czasu do czasu- daje nam to 8, więc strzał w można by rzec, "w dziesiątkę". 




Ale już visavi komody i telewizora, gdzie postawiłam kanapę, totalnie dałam ciała! Wynika to jednakże z faktu, że wiele rzeczy- jak np. wejście ładowarki do laptopa, przypominają się w praniu. Zaplanowałam cztery gniazda z prawej strony kanapy i.. wtopa. Właściwie jest tam tylko podłączana lampa do czytania. Siedząc przy telewizorze, często zabraknie kabla, czy to do laptopa, czy dysku zewnętrznego, który muszę przy nim mieć, czy chociażby telefonu.




Ulubionym więc miejscem i wygodnym, stało się gniazdo po lewej stronie, ale to zaplanowałam.. jedno :) Od samego początku ma więc złodziejkę i korzystam z niego najczęściej. 




Ponadto nieźle przesadziłam z oświetleniem. Jak widzicie za bardzo je odsunęłam od okna- obliczyłam zbyt głęboką kanapę oraz zbyt szeroki stół dla tej wąskiej przestrzeni, przez klosz wisi za daleko. Można to w prostu sposób zniwelować, wbijając hak centralnie nad stołem- szkopuł polega na tym, że Mancio przyciął kabel- "bo był za długi, nie wiadomo do czego" i teraz trzeba cały kabel z oprawką wymienić :D




W sypialni nie jest tak źle, ale też popłynęłam. Pod telewizorem - spoko, przy oknie gdzie stało biurko, może dalej stać, jak będzie- spoko, ale przy łóżku.. No cóż.

Z jednej strony byłam bardzo sprytna, bo planując zwisy z lewej i prawej strony, zrobiłam włączniki światła przy łóżku, to fajne, prawda?

Ale już z rozlokowanie kontaktów mam dwóję ! Obliczyłam sobie szerokość łóżka, dała margines, później standardową szerokość i wysokość szafek nocnych, niby wszystko fajnie, lecz.. Nie wzięłam pod uwagę, że każda ładowarka do telefonu, czy wtyczka do lampi wchodzi w gniazdo prostopadle :) Tym oto sposobem, albo szafka musi być odsunięta o szerokość gniazda i stoi za daleko, albo odsunięta od ściany, co mnie doprowadza do szaleństwa.



Największą zaś wtopę z elektryką poczyniłam w łazience- chociaż ona nie była remontowana. Natomiast przenosiliśmy tam pralkę z kuchni. Właściwie kupowaliśmy nową, bo stara była zwykłą pralkę, a nam potrzeba było takiej z wsadem od góry.

I co? I znalazło się miejsce na pralkę, która weszła idealnie, w kuchni zyskałam szafkę, ale.. No ale zapomniałam w trakcie prac elektryka dać kontakt dla pralki  (tutaj salwa śmiechu, Wasza też!). Hahaha. Dobrze, że na ścianie obok pralki jest grzejnik elektryczny, i dzięki przedłużaczowi  jedno i drugie jest na chodzie. Ale wtopa po całości:)




Czy elektryka to jedyne, gdzie popełniłam błędy?


Skądże znowu. Narożniki. Na ten wyraz dostaję gęsiej skórki, a jak dodasz słowo przedpokój to mam atak paniki. Wiem, że to nie do końca wina projektu, tudzież nie uwzględnienia w nim tytanowej obudowy na narożniki. Głównie to wina mojego charakteru, przez co w mieszkaniu meble rotują, jak humory kobiece w trakcie PMS i ściany się pokruszyły od każdorazowego "dzwonu" :) Mogłam to wziąć pod uwagę! Mogłam obmyśleć, co dać na te cholerne narożniki, w szczególności w przedpokoju, aby je uchronić. Teraz trzeba nam je naprawiać i to w trymiga!




Podłoga. O podłodze już pisałam. I napisałam, że jestem z niej zadowolona. I to dalej prawda! Ale :) Gdyby wziąć pod uwagę ilość powstałych uszkodzeń, trzeba by mi przyznać się do błędu- niedopatrzenia. Mimo, że od pierwszego dnia biegałam z dywanami, piankami i ręcznikami, aby nic się nie wydarzyło , ilość powstałych gniotek jest naprawdę po petardzie.  Kiedy nasz przyjaciel pomagał nam we wprowadzce i one powstawały, panowie się śmiali, ja oblewałam się potem, a kolega dodawał :
- Zobaczysz, za kilka tygodni w ogóle nie będziesz na nie zwracała uwagi.

No to "nie zwracam na nie uwagi, my ass!". W środku nocy wybudzona wyrecytuję każde miejsce z dziurką, czy ryską i do 4:00 rano będę myślała "Jak to się stało?" i kto jest temu winny :P 


Czy jeszcze czegoś żałuję? No o małym pokoju, z którego wyniosła się nasza sypialnia do salonu, ciężko pisać. Jest dziś gabinetem, a wiadomo, iż pokój był szykowany pod pokój dziecka. To się nie udało, takie już życie bywa okrutne. 

Ale! Samej decyzji o umiejscowieniu sypialni w salonie, i zrobienie saloniku w 10 metrowej przestrzeni przy kuchni absolutnie nie żałuję. To taki klimatyczny kącik, tak przytulny i fajny. Bardzo lubię tam spędzać czas. 

W przedpokoju "neverending story". Stworzyliśmy zabudowę ze sklejki i.. dalej brakło pomysłu. Drzwiczek nie da się zrobić, bo żadnych zawiasów nie wpuścimy w sklejkę. Ale myślę o najprostszym rozwiązaniu, czyli o zasłonce ;)

To by było na tyle. Więcej grzechów już nie pamiętam :)

A Wy? Gdzie daliście ciała podczas remontu? Co byście zmienili, poprawili? Zawsze jest coś takiego, więc nie piszcie "że nic", bo nie uwierzę :D

« Nowszy post Starszy post »

Komentarze