27.09.2016

Podróż poślubna. Jak pojechaliśmy bla bla carem do Chorwacji


Nie spieraliśmy się długo o destynację dla naszej podróży poślubnej. Po wspólnym wyjeździe w 2014 roku, wiedzieliśmy iż pragniemy pojechać ponownie do Chorwacji.


Chorwacja idealna na wakacje?


W sumie w Chorwacji byłam drugi raz z Mariuszem i trzeci raz w życiu. Wspólnie, wypoczywaliśmy wcześniej na wyspie KRKA. Spędziliśmy tam cały urlop, nie opuszczając wyspy ani razu. Ta północna część Chorwacji różni się od południa. Sześć lat temu wybrałam się w podróż od Zagrzebia do Dubrownika, ze swoją przyjaciółką. Zjechałyśmy całe wybrzeże i zwiedziłyśmy: Zagrzeb, Senji, Zadar, Sibenik, Split, Makarską, Baśkę Wodę i Dubrownik. Byłyśmy również w Parku Narodowym KRKa oraz na Płytwickich Jeziorach. Ponieważ Mariusz nie widział tych cudów natury, tym razem obraliśmy wspólnie nie północ, a południe tego pięknego kraju. Miałam też wielkie marzenie, od czasu wyjazdu z przyjaciółką, by ponownie wrócić do Sibenika, do wyjątkowej restauracji Pelegrini. Miejsce, które powinno znaleźć się na mapie każdego kulinarnego freaka! To nic, że kolacja kosztuje tam ok. 150-200 EURO. Uwierzcie mi, że przeżyjecie doznania smakowe, które będziecie pamiętać latami. Np. chleb, który rośnie w specjalnych ziemiankach przez pięć tygodni!


Sibenik


Do Chorwacji bla bla carem


Wyjazd planowaliśmy tuż po naszym weselu. Od początku wiedzieliśmy, iż pojedziemy samochodem- jest to najbardziej ekonomiczna i korzystna forma podróży w tą część Europy. Plany pokrzyżowała nam jednak firma Mariusza, odmawiając nam możliwości skorzystania z auta na niespełna dwa tygodnie przed wyjazdem. Był to dla Nas intensywny czas przygotowań do ślubu. Wykonywaliśmy wspólnie mnóstwo projektów i dekoracji. Niestety przyszło nam się martwić o to, czy wyjazd w ogóle dojdzie do skutku. Jak się domyślacie kupno biletów lotniczych na ostatnią chwilę było wręcz niemożliwe. Nadzieja w sercu skierowała mnie na serwis bla bla car. Może część z Was puka się teraz w czoło, ale swego czasu jeździłam bla bla bardzo często. Po kraju, bliżej, dalej, do koleżanki do Niemiec. Oczywiście znalezienie kogoś, kto w dogodnym dla Nas terminie, będzie jechał w kierunku nas interesującym i posiadał dwa miejsca, było raczej mrzonką, ale..! Traf chciał iż znaleźliśmy parę z dzieckiem, która namówiła na wyjazd swojego kolegę. A kolega bez pary, miał pusty swój samochód. Zabraliśmy się z obcymi, ale fantastycznymi ludźmi i finalnie zostaliśmy z nimi w wynajętym przez nich domku- była tam dodatkowa sypialnia. Wyobrażacie sobie jaki fart?


Sibenik


Czas i koszty podróży


Zatrzymaliśmy się w miejscowości Trogir. Podróż z Częstochowy trwała dwanaście godzin, z postojami. W czasie tworzenia tego wpisu (2016 rok) winietki, opłaty wyniosły nas na trasie następująco:
- Polska 0zł
- Czechy 0zł (pamiętajcie o ograniczeniach prędkości, są bardzo rygorystycznie przestrzegane i surowo karane są nawet nieduże wykroczenia)
- Austria 8,8 EURO (w jedną stronę)
- Słownia 15 EURO (w jedną stronę), uwaga! Ten płatny odcinek autostrady można ominąć, na co kierowcy się zdecydowali. Nigdy więcej! Jazda nocą slalomem po paśmie górskich była jedną z największych traum jakich doświadczyłam jako pasażer. Nie warto jest oszczędzić niespełna 100zł na bezpieczeństwie i komforcie podróży!
- Chorwacja 6,5 EURO, w okolicach Zagrzebia i jadąc w głąb kraju, do wysokości Trogiru dodatkowe 20 EURO


Nie przyjmujcie tych kwot, jako pewnika, bo ulegają one zmianom i każdorazowo przed podróżą należy je zweryfikować. Orientacyjnie "całe auto" w podróży w dwie strony wyniesie ok. 1200zł. Licząc opłaty oraz paliwo.


Okolice zamku Klis


Akomodacja i waluta w Chorwacji


Jeśli chodzi o sam nocleg zapamiętajcie na zawsze zwrot first line oraz five minutes. Po dojechaniu na miejsce poszliśmy sprawdzić rezerwację, którą zrobiliśmy podobno "Pięć minut drogi od domu naszych znajomych". Bzdura. 10 minut jechaliśmy tam samochodem ! Miejscowa naganiaczka, polka, okłamała nas również w kwestii bliskości plaży. Trzysta metrów i pięć minut do plaży, okazało się być piętnastominutową wspinaczką na strome wzniesienie. Szczęśliwie nasi nowi znajomi dysponowali w domku ekstra sypialnią i zostaliśmy z nimi. Ich domek mieścił się w tzw. "first line", czyli tuż przy samym wybrzeżu. Dosłownie, po przejściu przez uliczkę. I to jest to! Nic wyżej, nie ma sensu, bo ani nie widzicie morza, ani nie chce się Wam dybać pod górę, żeby skorzystać z łazienki w ciągu dnia. A płacicie tyle samo, ok. 200 EURO za osobę, za dwa tygodnie pobytu.

Waluta jaką możecie płacić w Chorwacji to kuny chorwackie i EURO. Czy w każdym miejscu zapłacicie w EURO? Otóż nie. Przede wszystkim w 90% przypadków ceny w menu, czy przy atrakcjach turystycznych podane są w kunach. Musicie mieć więc łeb, jak sklep, w upale i np. po piwie, przeliczając z marszu 120 KUN na EURO, za obiad w restauracji. Osobiście, po trzech wyjazdach w ten region Europy, mam ze sobą zawsze wymienione 2/3 pieniędzy na chorwackie kuny.  Pamiętajcie również iż ceny wahają się w różnych kantorach. Najmniej korzystnie wymienicie walutę w dużych miastach, w ich centrach, czy blisko starego rynku. Najkorzystniej przy drodze, w mniejszych miejscowościach, poza strefą tzw. "śródmieścia".


Uliczka w Trogirze


Wypożyczenie auta i internet w Chorwacji


Na krótki czas chcieliśmy też wypożyczyć auto. Wspomniana polska naganiaczka powiedziała nam, że czasem kaucja w ogóle nie jest pobierana lub nie przekracza 100 EURO. Kiedy zgłosiłam się mailowo do wypożyczalni, jak się domyślacie, byłam nieco zaskoczona, kiedy wspomniany depozyt wynosił 860 EURO, czyli prawie cztery tysiące złotych. Pamiętajcie,że depozyt musicie mieć przygotowany w gotówce lub na karcie,wyłącznie kredytowej (bez wypukłych cyfr), o dostępnym limicie, z włączoną opcją transakcji zagranicznych i blokada kaucji może trwać nawet do 30 dni. Zapłacicie też koszt przewalutowania blokady. Chociaż tutaj zachęcam dowiedzieć się dokładnie w swoim banku, przed wyjazdem, jak sprawa wygląda.

Internet w Chorwacji nie jest ogólnie dostępny. Możecie kupić kartę, bez limitu, na 7 dni, za 11 EURO (ok 85 KUN). Sprawdził się świetnie. Polecam Wam to rozwiązanie.

Co warto zobaczyć w Chorwacji?


Z najpiękniejszych miejsc, które zwiedziliśmy tym razem muszę wymienić Split. Byłam do niego nie przekonana, po wyjeździe z przyjaciółką. Ale to dlatego, że zobaczyłam go od złej strony. Tym razem za rekomendacją pojechaliśmy zwiedzić Pałac Dioklecjana. Zapiera dech w piersi, nie rezygnujcie ze zwiedzania Splitu!



Pałac Dioklecjana

Pałac Dioklecjana

W drodze powrotnej, przez zupełny przypadek trafiliśmy na zamek Klis. Kręcono w nim słynny serial "Gra o tron" i zrobił na Nas również ogromne wrażenie. Głównie za sprawą bajecznych pejzaży!


Zamek Klis

Tak, jak sobie zamarzyłam, wróciłam do miejscowości Sibenik. Od wizyty z przyjaciółką sporo się zmieniło. Restauracja stała się jeszcze bardziej ekskluzywna. Rezerwację robiłam na dwa tygodnie przed wyjazdem na urlop. 


Sibenik, stary rynek



Część z Was może się pukać w czoło, kto wydaje 100-200 EURO na kolację. Ale powiemy Wam, bo oboje mamy takie zdanie z Mariuszem, że to nie był posiłek. To był rytuał. Obsługa na najwyższym poziomie opowiada Wam dokładnie o każdym składniku dania. Warto podkreślić iż to restauracja z historią, mieści się w ponad 700 letnim budynku i jest prowadzana od kilkunastu pokoleń! 90% ze składników przyrządzanych potraw pochodzi z upraw/hodowli/zaplecza właściciela restauracji. Pieczywo, tapenada, oliwa, mięso, ryby, sosy, musy było wspaniałe. To nie było jedzenie, tylko doznanie. Zapamiętam je na kolejne lata i, jak tylko wyruszymy do Chorwacji, wrócimy tam na uroczystą kolację. Z ciekawostek powiem Wam, iż w czasie, kiedy spożywaliśmy posiłek, stolik obok nas siedział amerykański aktor Kevin Bacon. Wraz ze swoimi gośćmi, również, co rusz zachwycał się smakami na talerzach. Polecam Wam takie przyjemności!

Trogir, miejscowość,w której się zatrzymaliśmy, jest również godny polecenia. Tak dokładnie nie byliśmy w centrum, tylko na wyspie Ciovo. Było to świetne zagranie, poza korkami przy opuszczaniu i wracaniu na wyspę, z uwagi na spokój. W tej części wyspy mieszkały głównie rodziny lub starsi Niemcy.



port Trogir

Trogir

Pojechaliśmy również do Parku  Narodowego KRKA. Mam tutaj ważną uwagę. Zorganizowane wycieczki są dość drogie, kosztują ok 400 KUN. Samo wejście do parku, kosztuje 150 KUN, a dojazd, np. autokarem 80 KUN. Kolejna uwaga tyczy się wycieczek proponowanych w parku. Są dwu i trzy godzinne wycieczki na wyspy. Zdecydowaliśmy się na jedną z nich. Tą krótszą. Płynęliśmy kameralną łódką (ok. 12 osób). Podróż do punktu zwiedzania zajęła ok. 45 minut. Płynęliśmy wielkim jeziorem do wysepki o rozmiarach 100x200 metrów. Po środku niej stoi Cerkwia, wokół biega sześć kur, jeden paw. Przewodnik opowida dwa zdania, rach, ciach, 100 KUN od osoby. Czy warto? Nie. Do samego parku wybrałam się tylko dlatego, iż chciałam aby Mariusz go zobaczył. Park jest jednak mocno zdewastowany, w szczególności w jego najbardziej popularnej części z wodospadami KRKA. Jest tam miejsce, gdzie mogą kąpać się ludzie. Jedni się kapią, inni oddają mocz. Piją piwo, zachowują się, jak małpy. Zdecydowanie polecam Wam bardziej Płytwickie Jeziora. Zapierają dech w piersi! I tam następnym razem wezmę Mariusza. Będzie to nasza druga podróż poślubna, a co!

Park Narodowy KRKA

Mozaika w Cerkwii


Wypożyczenie łódki w Chorwacji



Dość ciekawą atrakcją było dla nas wypożyczenie łódki. Kto śledzi nas na instagramie (klik), oglądał w ogóle całe nasze wakacje.
Podczas pobytu w Trogirze widzieliśmy kilka reklam wycieczek na tzw. BLUE LAGOON, za 25 EURO od osoby. Łajba z czterdziestoma pasażerami na pokładzie. I od nowa bluźniący i pijani Polacy. Powiedziałam, że raczej podziękuję. Znaleźliśmy wypożyczalnie łódek, za 100 EURO za dzień. Pan, który wypożyczał łódkę powiedział, że spokojnie dopłyniemy na wspomnianą wyżej Błękitną Zatokę.


Wybrzeże w okolicach Trogiru


Podróż wydawała się więc błaha, a wpisany przez Pana czas dopłynięcia 1h20minut traktowałam z przymrużeniem oka, jako zapobiegawczą informację, odnoszącą się też do zawrotnej mocy silnika: 9,8 koni mechanicznych. Generalnie, jeśli macie w domu odkurzacz i suszarkę, to one razem mają większą moc, ale o tym przekonaliśmy się później.


Płynąc na Błękitną Lagunę, właściwie już wypływając z portu, miałam nieodparte wrażenie, że wszystkie mijające nas łodzie, łódki, ewentualnie jachty, czy też katamarany są jakieś dziesięciokrotnie większe niż nasza super "motor boat". Ale przymknęłam oko, pomyślałam sobie, nic to. Kiedy po 40 minutach minęliśmy portową latarnię, to, co rozpostarło się przed nami to było morze. Nie żadna, kurde mać, zatoka. TYLKO otwarte morze.

Widziałam kilka wysp. Jakieś dwanaście. Z czego z pięć małych i siedem większych. Wielkich. Patrzę na mapę. Na mapie wysp jest w sumie sześć i myślę sobie: kurde Twoja mać, która z tych większych, to ta Blue Lagoon?!
Mariusz ze stoickiem spokojem kazał mi włączyć nawigację w telefonie, która, jak się słusznie domyślacie, nie posiadała funkcji PŁYŃ ŁODZIĄ, i kazała nam wpław zawrócić do portu, pojechać autem do Splitu, i stamtąd wybrać prom na lagunę. Lekko spanikowałam, bo wiedziałam też, że paliwo jest ograniczone. Mocno.
Co rusz mijały nas motorówki. Jak Mariusz zauważył przez lornetki o mocy 150 i 220 koni mechanicznych. Ja nie zauważyłam,bo siedziałam w kajucie popalając ze stresu faję za faję.

Na miejscu było bajecznie. Przyznaję, zobaczcie KLIK.  Sympatyczni Polacy zaczepili nas od razu, radosnym okrzykiem: "O ku!#a ile jeżowców, ja pier!@#ę".

Wtedy też zrozumiałam, czemu Chorwaci traktują tą "frazę", jako powitanie. Podróż natomiast była dla mnie.. Mariusz powinien Wam opowiedzieć:


Fale radośnie uderzały o burtę. Zebrały się przez mijające nas duże statki, które niespodziewanie szybko mknęły w kierunku portu.

Fala za falą. Bo łodzie lubię fale- tak, jej śpiewałem.
A moja żonka, raczej faję za fają, siedząc zamknięta w kajucie, popiskiwała, co rusz, radosnymi okrzykami Polaków.

Zupełnie nie wiem, czym się tak, denerwowała.

Wszak widziała tylko błękitne niebo za moimi plecami, kiedy sterowałem tą zajebiście małą łódeczką przez otwarte morze,

widząc przed sobą zajebistą burzę, przez którą właśnie,
fale na morzu były większe od naszej łódki, a pozostali "żeglarze" zapieprzali do portu na 5 biegu, prawie nas topiąc po drodze.


To by było na tyle. Wypożyczając łódkę, małą motorówkę o mocy suszarki, wybierzcie się w podróż wzdłuż zatoki i z powrotem.


Jak wyglądają wakacje w Chorwacji we wrześniu?


Trogir to bardzo oblegane miasto, nawet we wrześniu. My noclegowaliśmy dokładnie na wyspie CIOVO. Spokojnie, dopóty dopóki banda rodaków, niestety, nie pozostawiła super świadectwa o Polakach. Na odpowiedź, skąd pochodzimy, większość Chorwatów z uśmiechem wypowiadała, niczym stygmat, bolesną formułkę "Ku!@, ja pierd!##R, ruch@S". 

Nie ukrywam, że nie czułam się dobrze, mówiąc, że jestem z Polski i chciałabym, aby rodacy, wybierający się za granicę zachowywali się nieco bardziej kulturalnie. Ktoś z Was pytał w trakcie podróży o Makarską. Byłam tam kilka lat temu, i ta formułka, soczyście płynęła z ust, co drugiej osoby na plaży. Nie polecam.


Czy przyjemnie wypoczywa się w morze wulgaryzmów? Mi nie. Wolałam mówić po angielsku i kłamać, że jesteśmy z krajów skandynawskich. 

Nie mniej, jeśli dobrze traficie, "imprezowicze" wylądują w kurortach stricte rozrywkowych. Z klubami nocnymi i pijalniami.
My mogliśmy się cieszyć przyjemnym w miarę przyjemnym wypoczynkiem.


Jaka pogoda w Chorwacji we wrześniu?


Nasz urlop w dniach 03-17/09 był bardzo udany. Wieczorami zdarzały się burze. Ale pogoda pozwalała się opalać, chodzić w krótkich spodenkach, w temperaturze ok. 28-34 stopni. Zdecydowanie, od drugiej połowy września rozpoczyna się tutaj jesień, czyli temperatura dalej sięga powyżej 20 stopni, ale opady są coraz częstsze i wieczory chłodniejsze. Ważne! Mówimy o Dalmacji, środkowej części wybrzeża. Na północy w tym czasie, początek września, może być już chłodniej.



To byłoby tyle dziegciu, w tej słodkiej podróży, w której nażarliśmy się owoców morza, niczym dziecko nutteli, kiedy mama nie patrzy, "nazwiedzaliśmy" niczym naród Japoński, i wybyczyliśmy, jak kawaler na garnuszku u mamci. Czy pojedziemy jeszcze do Chorwacji, z pewnością!


Trogir, stare miasto

« Nowszy post Starszy post »

Komentarze