27.09.2016

Podróż poślubna. Chorwacja we wrześniu


Chcę pokazać Wam kilka migawek z naszej podróży poślubnej. Pragnę podzielić się kilkoma wskazówkami, wiedzą, zdobytą po trzeciej podróży w ten rejon Europy, z której może ktoś z Was skorzysta:)

W Chorwacji byłam drugi raz z Mariuszem i trzeci raz w życiu. Wspólnie, 4 lata wypoczywaliśmy na wyspie KRKA. Nie zjechaliśmy z niej ani razu. To północ Chorwacji, różni się nieco od południa. Wcześniej, ok 6 lat temu byłam w Chorwacji z przyjaciółką, z którą "zjechałyśmy' ten kraj wzdłuż i wszerz. Od Zagrzebia przez Senji, dalej Zadar, Sibenik, Split, Makarską, Baśkę Vodę, do Dubrownika i z powrotem. Z przyjaciółką też zwiedziłam park narodowy KRK, który bardzo chciałam aby Mariusz zobaczył i byłam na najlepszej w życiu kolacji, w restauracji Pelegrini, którą chciałam odwiedzić z wybrankiem swego serca, wtedy jeszcze nie znanym.

Nasz wyjazd nie był  bułką z masłem, już od etapu przygotowań. Po pierwsze przygotowania do ślubu, przeplatały się z szeregiem innych aktywności, w tym adaptacją hali pod wrotkarnię (klik 1, klik 2, klik 3). Wiedziałam, że chcemy jechać do Chorwacji i czekałam na potwierdzenie z firmy Mariusza, o udostępnieniu autka. W ostatniej chwili firma kazała nam się fakać (wielkie dzięki!) i zostaliśmy bez transportu :D

Jakieś dziwne, wewnętrzne przeczucie popchnęło mnie do serwisu blablacar. Korzystam z niego często, ale głównie przy przejazdach krajowych. Wyobraźcie sobie zresztą, jaką trzeba być marzycielką aby wpisać ww. serwisie 5-18 września, interesujący nas region i liczyć na wynik... I NAGLE!  Mam. Para jedzie na dwa auta. 5-18 września, w dodatku destynacja, która nas interesuje:) Jedyny przejazd we wrześniu do Chorwacji z Polski. Czujecie bluesa? Jeden telefon, krótka rozmowa na facebooku i oto- mamy transport! Ba, nawet nocleg! Dziękuję z głębi serca naszym nowym znajomym, że mogliśmy z nimi pojechać i spędzić świetne dwa tygodnie.

Udaliśmy się do Trogiru. Podróż trwała- z Częstochowy ok. 12 godzin. Liczona z postojami. Koszty podróży, bez paliwa, bo każde auto pali inaczej, czyli same winietki i autostrady to na wrzesień 2016r: Polska 0zł, Czechy 0zł, Austria 8,8 euro (w jedną stronę), Słowenia 15 euro ( w jedną stronę), pierwszy odcinek autostrady w Chorwacji 6,5 euro (okolice Zagrzebia), i kolejny, wgłąb południa, do wysokości miasta Trogir 120 KUN (ok. 20 euro). Nie przyjmujcie tych kwot, jako pewnika, bo ulegają one zmianom i każdorazowo przed podróżą należy je zweryfikować. Orientacyjnie całe auto w podróży w dwie strony wyniesie ok. 1200zł in total.

Nocleg. Zapamiętajcie zwrot "first line" i "5 minutes" i "no problem". Wpierw, mieliśmy zarezerwowany nocleg "5 minutes" od naszych znajomych. Miejscowa naganiaczka, polka (!), okłamała nas mówiąc iż to 300metrów, i do plaży jest prosta droga. Ta prosta droga była dla mnie ważna, bo wiem, jak wyglądają drogi pod górę w Chorwacji, i z moim kręgosłupem nie jest to miła zabawa. Oczywiście nasza miejscówka była nie 300metrów, tylko ponad kilometr, krętą uliczką do góry. Do plaży było 15 minut z góry lub pod górę. Nie wspomnę już o różnicy pomiędzy zdjęciami pokoju, a tym, co zastaliśmy na miejscu. Dramat. Finalnie, nasi nowi znajomi, mieli w wynajętym, ładnym domku, jeszcze jedną sypialnią, do której się wprowadziliśmy. Ich domek właśnie, mieścił się w tzw. "first line", czyli tuż przy samym wybrzeżu. Dosłownie, po przejściu przez uliczkę. I to jest to;) Nic wyżej, nie ma sensu, bo ani nie widzicie morza, ani nie chce się Wam dybać pod górę, żeby zrobić siku chociażby w ciągu dnia. A płacicie tyle samo. Ok. 200 euro, za 2 tygodnie, za osobę. Czyli ok 1600 zł za dwie osoby, za urlop, nocleg.

Pytałam też, wspomnianą panią, którą, jak widzicie nie darzę sympatią, i nie zarekomenduję współpracy z nią, jak wygląda sprawa wymiany waluty i wypożyczenia auta. Wszystko było "no problem", a jednak nie do końca. Pierwsza sprawa to waluta. Kurs kuny był różny w każdym kantorze. Jak to bywa na wyspie- jest drożej ! Wymiana waluty nie była więc "no problem", miała sens wyłącznie w samym mieście, w odpowiednio wcześniej sprawdzonym kantorze. Na krótki czas chcieliśmy też wypożyczyć auto. "Mieszczanka", powiedziała, że czasem nawet nie brana jest kaucja, a innym razem nie przekracza 100 euro. Kiedy zgłosiłam się mailowo do wypożyczalni, jak się domyślacie, byłam nieco zaskoczona, kiedy wspomniany depozyt wynosił ... 860 euro, czyli prawie 4 kafle. Dzięki! Pamiętajcie,że depozyt musicie mieć w gotówce, lub na karcie (wyłącznie kredytowej, czyli bez wypukłych cyfr), o dostępnym limicie (!), z włączoną opcją transakcji zagranicznych, i blokada ta może trwać nawet do 30 dni. Zapłacicie też koszt przewalutowania blokady- chociaż tutaj zachęcam dowiedzieć się dokładnie w swoim banku, przed wyjazdem.

Internet w Chorwacji nie jest ogólnie dostępny. Możecie kupić kartę, bez limitu, na 7 dni, za 11 euro (ok 85 kun). Sprawdził się świetnie. Polecam.

Przejdźmy zatem do kadrów.
Z najpiękniejszych miejsc, które zwiedziliśmy:
Split, Pałac Djoklecjana, Klis- zamek (w którym kręcono Grę o tron), Trogir- stare miasto, Sibenik- stare miasto, Park Narodowy KRK.


Do ostatniego punktu na liście mam pewną uwagę. Gdziekolwiek nie będziecie, zobaczycie zorganizowane wycieczki w to miejsce. I jest to wielka, wielka DUPA! PO pierwsze cenią je ( z tego miejsca gdzie byliśmy, Trogir) na 420-380 kun.
Zaś bilet wstępu na obiekt kosztuje 150 kun.
Dojazd PKSEM, który wbrew temu, co Pani w punkcie sprzedaży wycieczek próbuje powiedzieć, istnieje,  jest świetnie zorganizowany. Za bilet typu PKS zapłacicie ok. 80 kun w jedną stronę. Wychodzi więc 310 od osoby. I jedziecie, o której chcecie i wracacie o której chcecie.
Druga uwaga, w parku są proponowane 2 lub 3 godzinne "wycieczki", na wyspy. Zdecydowaliśmy się na jedną z nich. Warto było tylko dlatego, że łódka zabierała raptem 12-14 osób, mogliśmy więc chwilę odpocząć od lawiny turystów. Łódka płynęła 45 minut wielkim jeziorem, dopływała na wyspę wielkości 100x200 metrów. Po środku stoi Cerkwia. Biega 6 kur, jeden paw. Przewodnik mówi dwa zdania. Ciach, 100 kun od osoby. Czy warto? Nie. Do samego parku wybrałam się, bo chciałam aby Mariusz zobaczył tą nietypową przyrodę. A on ją uwielbia. Ja nie.
Natomiast, co słusznie zauważyli towarzysze naszej podróży, park jest zdewastowany możliwością kąpania się przy wodospadach. To jeden wielki basen szczyn, ku@# ja pie@#olę w epitetach rodaków i lodów i kiełbasek z grilla. 
Byłam na płytwickich jeziorach. Zdecydowanie bardziej warte czasu i pieniędzy.

Dość ciekawą atrakcją była dla nas wypożyczona łódka:) Kto śledzi mnie na instagramie (klik) oglądał w ogóle całe nasze wakacje;)
Podczas pobytu w Trogirze widzieliśmy kilka reklam wycieczek na BLUE LAGOON. 25 euro od osoby. Łajba z 40 pasażerami na pokładzie. I a piać ku1#a ja pier!WCDę. Powiedziałam, że raczej dziękuję. Znaleźliśmy więc wypożyczalnie łódek. 100 euro za dzień. Ah zaszalejmy raz, jak gdybyśmy nie znali limitu swojej karty kredytowej ;D Pan, który wypożyczał łódkę powiedział, że spokojnie dopłyniemy na wspomnianą wyżej BLUE LAGOON.


Dostaliśmy też mapę:


I informację na temat kursu z portu:
"Ajlend, ajlend, blu lagun".


Podróż wydawała się więc błaha, a wpisany przez Pana czas dopłynięcia 1h20minut traktowałam z przymrużeniem oka, jako zapobiegawczą informację, odnoszącą się też do zawrotnej mocy silnika- 9,8 koni mechanicznych. Generalnie, jeśli macie w domu odkurzacz i suszarkę, to one razem mają większą moc, ale o tym przekonaliśmy się później.

Płynąc na Błękitną Lagunę, właściwie już wypływając z portu, miałam nieodparte wrażenie, że wszystkie mijające nas łodzi, łódki, ewentualnie jachty, czy też katamarany są jakieś 10 krotnie, 100 krotnie większe niż nasza super motor boat. Ale przymknęłam oko, pomyślałam sobie, nic to. Kiedy po 40 minutach minęliśmy portową latarnię, to, co rozpostarło się przed nami to było morze.
Nie żadna, kurde mać, zatoka. TYLKO otwarte morze.
Widziałam kilka wysp. Jakieś 12. Z czego z 5 małych i 7 większych. Wielkich. Patrzę na mapę. Na mapie wysp jest w sumie 6 i myślę sobie- kurde Twoja mać, która z tych większych to ta blue lagoon?!?!?!

Mariusz ze stoickiem spokojem kazał mi włączyć nawigację w telefonie, która, jak się słusznie domyślacie, nie posiadała funkcji PŁYŃ super motor boat, i kazała nam wpław zawrócić do portu, pojechać autem do Splitu, i stamtąd wybrać prom na lagunę.

Tiaaa. Lekko spanikowałam, bo wiedziałam też, że paliwo jest ograniczone. Mocno.

Co rusz mijały nas motorówki. Jak Mariusz zauważył przez lornetki o mocy 150 i 220 koni mechanicznych. Ja nie zauważyłam,bo siedziałam w kajucie popalając
 faję za faję.

Na miejscu było bajecznie. Przyznaję, zobaczcie KLIK.
Sympatyczni
 Polacy zaczepili nas od razu, radosnym okrzykiem:

"O ku!#a ile jeżowców, ja pier!@#ę".
Wtedy też zrozumiałam, czemu Chorwaci traktują tą "Frazę", jako powitanie....


Podróż natomiast była.. W sumie Mariusz powinien Wam opowiedzieć:

Fale radośnie uderzały o burtę. Zebrały się przez mijające nas duże statki, które niespodziewanie szybko mknęły w kierunku portu.
Fala za falą. Bo łodzie lubię fale- tak, jej śpiewałam.
A moja żonka, raczej faję za fają, siedząc zamknięta w kajucie, popiskiwała, co rusz, radosnymi okrzykami Polaków.
Zupełnie nie wiem, czym się tak, denerwowała.
Wszak widziała tylko błękitne niebo za moimi plecami, kiedy sterowałem tą zajebiście małą łódeczką przez otwarte morza,

widząc przed sobą zajebistą burzę, przez którą właśnie,
fale na morzu były większe od naszej łódki, a pozostali "żeglarze" zapieprzali do portu na 5 biegu, prawie nas topiąc po drodze.


To by było na tyle. Teraz sobie popatrzcie. 
















Wypoczęliśmy. Trogir to bardzo oblegane miasto, nawet we wrześniu. My noclegowaliśmy dokładnie na wyspie CIOVO. Spokojnie, dopóty dopóki banda rodaków, niestety, nie pozostawiła ponownie super świadectwa o Polakach. Na odpowiedź, skąd pochodzimy, większość osób wypowiadała, niczym stygmat, bolesną formułkę "Ku!@, ja pierd!##R, ruch@S". 



 Nie ukrywam, że nie czułam się dobrze, mówiąc, że jestem z Polski i chciałabym, aby rodacy, wybierający się za granicę zachowywali się nieco bardziej kulturalnie. Ktoś z Was pytał w trakcie podróży o Makarską. Byłam tam kilka lat temu, i ta formułka, soczyście płynęła z ust, co drugiej osoby na plaży.


Czy przyjemnie wypoczywa się w morze wulgaryzmów? Mi nie. Wolałam więc mówiąc dobrą angielszczyzną, a dzięki urodzie Mariusza, kłamać, że jesteśmy z krajów skandynawskich. 


Nie mniej, jeśli dobrze traficie, "imprezowicze" wylądują w kurortach stricte rozrywkowych. Z klubami nocnymi i pijalniami.
My mogliśmy się cieszyć przyjemnym wypoczynkiem ;)

To byłoby tyle dziegciu, w tej słodkiej podróży, w której nażarliśmy się owoców morza, niczym dziecko nutteli, kiedy mama nie patrzy, "nazwiedzaliśmy" niczym naród Japoński, i wybyczyliśmy, jak kawaler na garnuszku u mamci. Kadry za tydzień wykorzystam do stworzenia dla Was inspiracji kolorystycznych, więc bądźcie koniecznie.
Pamiętajcie, wpisy w każdy wtorek i piątek o 20:00 :) 

« Nowszy post Starszy post »

Komentarze