09.08.2016

Jak odnowić mebel w stylu chippy look ?


W metamorfozach mebli najbardziej spektakularne są porównania przed i po. Często nie widzi się, nie docenia ilości pracy włożonej w to,by mebel postawić na nogi. Czasami mamy wrażenie, że wystarczyło po prostu go "zamalować". W rzeczywistości zdarzają się i tak proste refreszingi, nawet często, ale raz na jakiś czas spada mi po prostu potworek. Ostatnim smrodkiem była szafka cytrynowa (klik) i powiem Wam uczciwie, że nie sądziłam iż kiedyś pokuszę się o prace nad meblem w gorszym stanie. Aż tu nagle... Widzę ją!




Mariusz od razu ją przekreślił. "Weź to wywal, dziewczyno! Śmierdzi na kilometr, i jeszcze grzyb, żywica. No daj spokój". Byłam skora go posłuchać popatrzcie sami, co, to za egzemplarz:


Nawet przyjaciel, który mi ją przywiózł, tak dość nieśmiało powiedział "I mam dla Ciebie jeszcze takie coś, ale z tego chyba nie za bardzo się coś da zrobić...".

I chociaż jestem mocno przekorna, byłam bliska zdania chłopaków, że .. No nie.. Aż nie przyjrzałam się kopytkom, na którym stoi ta szafencja i .. Przepadłam!



Okrągłe, pękate baryłeczki. WOW! Pierwszy raz dostałam w łapy mebel z takimi nogami. Mebel w kompletnie, zdawałoby się, nie w moim stylu. I właśnie wtedy oblała mnie fala mocy, energii i chęci, że jednak nie oddam jej do porąbania, tylko wyciągnę z niej to przykryte farbą, żywicą, pleśnią i grzybem, drugie życie!







Mebel w całości "rozebrałam", wykręciłam nogi-beczułki, wyjęłam szufladę, wykręciłam stare zawiasy i zdjęłam drzwiczki. Cały mebel musiałam przeszlifować, zanim cokolwiek dałoby się na niego położyć. Szpachelką odrywałam elementy, które i tak same odpadały, później szlifowałam, szlifowałam, szlifowałam. Brakowało blatu (był zakryty ceratą i pinezkami- stara szkoła), więc powyciągałam wystające gwoździe i kupiłam sklejkę pod nowy blat.
Używałam szlifierki oscylacyjnej, z końcówką typu delta, trochę taśmowej. Papiery ścierne o różnej gradacji, zaczęłam od 80, później 120. Chodziło mi głównie o zdjęcie warstw brudu, starych farb. Bo wiedziałam od początku iż mebel będzie wymagał specjalnej troski- z uwagi na grzyby i żywicę, ale bez ściągnięcia kurzu itp, nie miałoby to najmniejszego sensu. W internecie znalazłam oczywiście info, co poradzi sobie z tymi plamami- POKOST LNIANY, brzmi super tajemniczo,a to po prostu preparat służący do impregnacji. Ma dość nieprzyjemny zapach, mocno wgryza się w drewno. Dostaniecie go w każdym markecie budowlanym, nie zapomnijcie kupić także rozpuszczalnika na bazie benzyny, bo preparat ten należy rozcieńczyć.






Tak wyglądały drzwiczki szafki od strony wewnętrznej. Opalałam je aby pozbyć się brudu i kleju jakiegoś. Dramat, mówię Wam, dramat!




A poniżej smarowanie mebla POKOSTEM.
W rękawiczkach! W maseczce! Rozcieńczony w słoiku preparat, nakładałam na cały mebel pędzelkiem z włosiem. Po czym odstawiłam na dwa dni.



Po tym czasie, całość ponownie szlifowałam. Pyliło się mocno, jakby "skóra" z mebla schodziła.


Dokładnie szlifowałam całość. Następnie odpyliłam i odstawiłam na 4 dni,aby sobie mebel po oddychał.



Drzwiczki od strony zewnętrznej posiadały liczne odbarwienia, przetarłam je farbą, aby nie pomalować ich zbyt dokładnie:


Od strony wewnętrznej- zostały pomalowane.




W trakcie prac przy korpusie szafki, głównie na bokach, spod farby zaczęło wyjawiać się coś takiego. Coś tak cudownego! Kiedy już nic nie odpryskiwało- zostało do równości wyszlifowane, plamy zeszły, postanowiłam te piękne boki tylko zawoskować.



Nogi mebla przeszlifowałam i pokryłam woskiem. Szuflada z zewnątrz została odrapana ze starej farby, w środku odmalowana:




Sklejkę zakupioną jako nowy blat, pokryłam bejcą, aby ją przyciemnić, a następnie przykleiłam (klej do drewna) i zamocowałam ściski, aby porządnie przywarła do korpusu:




I powiedzmy, że to by było na tyle :) Całość porządnie zawoskowana, otrzymała nowe uchwyty.



Gotowi?
Ale serio, gotowi ?!
Trzymajcie się ramy, bo ja pękam z dumy :P :D

Efekt na szufladzie to jest dla mnie hit. Wygląda, niczym dobrze sprany jeans! Kto by się spodziewał, że spod tej matowej, niebieskiej farby wyłoni się coś tak niespotykanego?


Tym razem zamiast papieru ozdobnego do szuflady, po jej dokładnym oczyszczeniu, postanowiłam wyłącznie położyć farbę i wosk.


Brakujący blat wykonałam z dwóch kawałków sklejki, które miałam w pracowni. Zabejcowane, zawoskowane, przyklejone mocno do korpusu, wyglądają super!


Podoba mi się, jak rustykalny styl szafki kontrastuje do tapety, łóżka, dywanu, podłogi i szafy PRL na wysoki połysk. Zrobiło się tak eklektycznie, jak tylko mogłam sobie wymarzyć :)


Szafka, co widzicie, jest mega duża i bardzo pojemna.
Z powodzeniem mieszczą się w niej moje leki (tak, wiem geriatria, cóż począć), czasopisma, balsamy, toniki, ładowarki i zostaje i tak sporo miejsca :)


Pełne plam i grzybka drzwiczki od strony wewnętrznej.. BEZ ŚLADU! Z nowymi zawiasami wyglądają ekstra!


Podobają mi się te wszystkie przetarcia, obtarcia. Podobają mi się głównie dlatego, że nie uzyskałam ich "Sztucznie", tylko przez przypadek. Zdejmując kolejne warstwy farb, robiłam to z premedytacją niedokładnie by utrzymać ten chippy efekt :)


Szuflada wyszła mega, ale to,co odkryłam na bogach to feeria barw. Z prawej strony na drewnie prześwitują pastelowe fiolety i turkus, w jakim zgaduję występuję woda w oceanie na Malediwach.


Z drugiej zaś strony- co także było dziełem przypadku przy zdejmowaniu warstw farb, wyłaniają się paski drewna i turkusu. Przyznajcie sami, że wygląda niczym zamierzony efekt ?!



Szafeczka, rzecz jasna, koncertowo współgra z tapetą. Turkusy, zielenie, mieszają się, eksponują, wyłaniają. Co tu dużo gadać. Ponownie pękam z dumy i nie zawaham się tym podzielić :)

Wasze ulubione porównania przed i po:



I co sądzicie? Czekam na Wasze komentarze,
czy jestem zbyt pewna siebie, czy rzeczywiście wyszło spoko ?:)

Mam dla Was video z pracy nad tym meblem, ale w nowym formacie ;) Będzie mi miło, jak wejdziecie, posłuchacie, zostawicie kciuka i zasubkrybujecie mnie przede wszystkim <3


« Nowszy post Starszy post »

Komentarze