17.06.2016

Jak odnowić bardzo zniszczoną szafkę? Szlifowanie i malowanie drewna


Zapytałam Was na fb niedawno, który mebelek chcecie na blogu zobaczyć w pierwszej kolejności. I chociaż komódka PRL przodowała na początku w Waszych głosach, finalnie postawiliście na szafeczkę! Na tego małego potworka po lewo! Widać chyba, czarno na białym, iż potrzebowała ono dużo dopieszczenia. Ale najpierw, musiałam jej zaserwować trochę bólu! Tak to już jest- chcesz być piękna, musisz pocierpieć ;) Czekało ją więc sporo zdzierania, szlifowania, szpachlowania, ponownie zdzierania, a to wszystko był dopiero początek!

Już dawno się tak nie urobiłam! Czasem myślimy, że jak gabaryt nie duży to pójdzie HOP -SIUP.. Tia.. hop siup my ass *. Poza sporą ilością pracy, wena nachodziła mnie falami, co rusz zmieniałam więc koncepcję #najgorzej! Ale reasumując, zobaczcie pierwszą część metamorfozy tego potworka.


Generalnie, czasem są takie meble, na które bez pardonu wydaje się wyrok. Odświeżenie takiego delikwenta to radość podwójna, bo już dzisiaj nie dziwią różne cuda polskiego designu wzięte na warsztat. Ale sztampowa szafka? Jakby nocna, albo około biurkowa, w dodatku w takim stanie?




No źle z nią było. Bardzo, bardzo źle. Pierwsze, co się rzucało w oczy to ubytki w okleinie. Bo to szafka z płyty (w części) wiórowej. Z uwagi na całokształt, nie podjęłabym decyzji o ich naprawianiu tylko szpachlowaniu. Postanowiłam również zaszpachlować dziurkę po kluczyku, którego nie miałam. Tu zasada jest prosta. Jeśli mebel będzie przemalowany, najlepiej wybrać białą. Szpachla do drewna w takim kubeczku, do kupienia w każdym markecie. Jak nakładać szpachlę? O tym i innych trickach opowiadam w filmiku z tej części metamorfozy na dole wpisu.


Kiedy wszystkie widoczne ubytki zostają zaszpachlowane.. zostawiamy na 24h ;) Po upływie tego czasu masa się utwardza. Będzie ją trzeba wygładzić, ale z uwagi na konieczność przeszlifowania przed malowaniem i tak całego mebla, nie wykonujemy podwójnej pracy.. Szlifierki, lub papier ścierny i nasze mięśnie w ruch:


Jak widzicie lakier schodził elegancko. Niby wyglądało spod niego ładne drewno-fornir, ale niestety nie na całym meblu. Zresztą już na tym etapie pracy, dotarło do mnie, że chcę mebelka w kolorze, czyli moim starym stylu pracy, obfitującym w mnogość barw ;)


I tak oto na tapecie pojawiły się dwa wzory papieru i farby (w zestawach) do wyboru. Dylematy śledziliście na bieżąco (jak wszystkie inne moje przygody, na snapchat, pod nickiem refreszing), a także na moim instagramie.  Na co padło? Na żółty! Taki cytrynkowy, żółty kolorek:) Ale wcale zielone grochy do niego nie poszły. O tym dowiecie się niebawem;)

Decyzja o kolorze u mnie jest zawsze swobodna, bo jestem zwolenniczką mieszania farb i barwników. Tzn., wiem, wygodniej jest otworzyć gotową puszkę farby, ale powiem Wam z doświadczenia, rzadko kiedy kupuje się mniejszą pojemność niż pół litra w puszcze, a to na jeden mebel dużo za dużo! Po co takie marnotrawstwo? Ja biorę puszkę białej farby, wlewam do  pojemnika bazę- białą farbą akrylową i dolewam. Te i inne tricki czekają na Was w filmiku , na dole wpisu. Powstał super kolorek, którym musiałam pokryć mebelek dwa razy. I co dalej?


I w trakcie mojej DIY pracy wpadłam na genialny pomysł, utrudniając sobie wszystko po drodze. Powiem Wam tak, doszła geometria, plastry miodu i jeszcze dwa kolory, chociaż gdyby liczyć dokładnie/dosłownie, to ze 30! Jak to się stało i jak to w ogóle wygląda? Ciekawi? Jak sądzicie, jak to się dalej potoczyło?

A to już dowiecie się w drugiej części/odcinku, na który Was serdecznie zapraszam w przyszłym tygodniu! 
Tymczasem zostawiam Was w niepewności, WSKAKUJCIE ZOBACZYĆ VIDEO z moimi tipami,
widzimy się w piątek i ściskam Was MOCNO!


cała metamorfoza szafeczki tutaj:


« Nowszy post Starszy post »

Komentarze