19.03.2016

Wyjazd nad morze. Kadry z Gdańska i Gdyni.



Nie wiem, jakie są Wasze metody na przedwiosenną chandrę, ja lubię spakować plecak i gdzieś wyjechać. Z uwagi na niedosyt słońca, marzyło mi się południe, ale remont skutecznie oskubał nas z oszczędności i padło na morze, ale to nasze, polskie.

Spytałam się Was na instagramie i facebooku, oraz snapchatie (refreszing), czy chcecie zobaczyć kilka szerszych kadrów z naszej krótkiej wycieczki i jednogłośnie odpowiedzieliście tak. Zdjęć zrobiłam, jak zwykle za dużo, ale starałam się poddać je ostrej selekcji. W tym poście pokażę Wam migawki z Gdańska i Gdyni, zaś na montującym się VLOGu będzie dłuższa relacja, razem z recenzją kilku fajnych miejsc. Jeśli się Wam spodoba, obrobię zdjęcie 
z naszego hoteliku i dwóch knajpek wybitnie godnych polecenia z uwagi na wystrój i smaczki. Dzisiaj skontrujmy się na szumie fal ....


Kiedy wylądowałam w niedzielę w Gdańsku, po podróży blablacarem... Znacie ten środek transportu? Jeśli nie,
a jesteście towarzyscy, tak jak, ja, gorąco polecam. Aplikacja z poziomu telefonu wyszukuje Wam przejazdy osób
z np. Warszawy do Szczecina,w  danym terminie,w  danych godzinach. System pobiera opłatę serwisową, wyświetla jasną informację o kwocie należnej kierowcy. Ja tak zabrałam się nad morze luksusowym Fordem,
z przesympatycznym panem Markiem. Trzy godziny rozmawialiśmy o polityce, podróżach, pracy i miejscach wartych odwiedzenia. Uwielbiam podróżować z ludźmi i wolę dopłacić parę groszy (versus bus, pociąg) mając możliwość poznania innych. Ciekawa jestem Waszej opinii?

Nie mniej, w niedzielę w Gdańsku pogoda była po prostu fantastyczna.  Świeciło majowe słońce- takie ciepłe i żółte, nie białe jak zimą, temperatura sięgała 8 stopni, i mimo wiatru było po prostu błogo.



Z uwagi na weekend oraz aurę, molo było oblegane. Udało mi się znaleźć miejsce w graniczącej z molo restauracji i zjeść pierwszy w tym roku obiadek- na świeżym powietrzu!



Nie ukrywam-kocham ciepłe miejsca, Grecję, Chorwację. Ale takich cudownych, piaszczystych plaż, jak w Polsce, nie uraczymy tam zupełnie. (Poza kilkoma wybranymi). 



Po ostatnich zdrowotnych epizodach, wyjazd nad zatokę, szum fal, zupełnie inne powietrze, dało mi wiatru w żagle. Poczułam, że łapię więcej tlenu w płuca i, że "chce mi się więcej!". 



Całą niedzielę spędziłam na samotnych spacerach, z moim ukochanym Canonem. Kontemplowałam uroki pogody i czułam w nozdrzach zapach nadchodzącej wiosny!



Kiedy Mariusz dojechał (późnym wieczorem), przywiózł załamanie pogody. Słonko zniknęło w poniedziałek, ale ucichł także wiatr i można było podziwiać muszelki na plaży :)


Zmierzch i wieczór nad morzem ma swój niewątpliwy urok. Na plaży nie ma właściwie ludzi, morze ma zupełnie inny kolor. Słychać tylko wiatr i przyznam szczerze, słowo relaks nabiera zupełnie innego wymiaru...







Z uwagi na załamanie pogody we wtorek, nie tylko zniknęło słoneczko, ale i zaczęło padać, wybraliśmy się na stare miasto. Lubię je za swoisty klimat. Wrocław i Poznań również go mają, ale tutaj obecność jodu w powietrzu i mew coś dodaje. Poza tym tkanka miejska jest spójna w tej części. Jedna, wiodąca architektura, sprawia,że przenosimy się w czasie i chłoniemy otoczenie.  



Z moich ulubionych miejsc muszę wskazać uliczkę bursztynową, tak ją nazywam, to alejka, w której znajduje się najwięcej sklepów sprzedających złoto Bałtyku. Tym razem wyszłam z niej z upominkiem, a jakim? Dowiecie się już wkrótce na VLOGU.






W środę- w dniu powrotu, poszliśmy na jeszcze jeden spacer po plaży w Gdańsku. Namówiłam Mariusza na wycieczkę do Gdynia. Orłowo to obowiązkowy przystanek, dla osób ceniących sobie niepowtarzalny spokój. 

Część tego miejsca, wygląda jakby zastygła zimą. Dywan z liści, pośród gołych jeszcze drzew..






Biegając z aparatem po kamieniach na plaży w pewnej chwili dostrzegłam, a przynajmniej tak mi się zdawało, iż w miejscu gdzie zaparkowaliśmy auta, stoi Policja i holownik. Mariusz ruszył z kopyta, byśmy mieli czym wracać do domu. Jego mina, moja zresztą też, była bezcenna, gdy zbliżając się do "parkingu", okazało się, że obok auta stoi dziwnie oklejona taksówka oraz ... śmieciarka. Myślałam, że M. mnie ukatrupi, bo prawie sobie nogi połamał biegnąc po tych kamorach :D






To, co chyba lubię najbardziej podczas wyjazdów to chodzenie. Tak, spacerowanie sprawa mi najwięcej przyjemności. Odnajduję w nim taką prostą radość, z samego faktu iż czuję się na tyle dobrze, by chodzić i łapać chwile na zdjęciach. Nie zawsze było to takie oczywiste ;)



Spójrzcie powyżej na kolor wyłaniającego się nieba. Absolutnie błękitne! Ja już jedną nogą stoję tutaj..w maju, czerwcu :)



Przy restauracji, obok kutrów rybackich, znajduje się tutaj wyjątkowa wędzarnia.. Za parę groszy kupiliśmy makrelę, coś lepszego od halibuta czego nazwy nie pamiętam, i łososia. Część zjedzona saute, a część w sushi- mniam!


Ja chciałam do popołudnia, wyjazdu, zostać w Orłowie, ale Mariuszowi zachciało się oglądania statków. Cóż, suma sumarum dobrze się stało, bo po dotarciu na Skwer Kościuszki znalazłam kolejną knajpkę, godną polecenia. Ale jest tak ładna, tak fajna, że zasługuje na obecność w osobnym poście :)




To by było na tyle! Jeśli wpis, zdjęcia się Wam podobały, nie zapomnijcie o plusiku, czy komentarzu. Dla mnie to ważny feedback, by następnym razem podczas innej wycieczki, też popstrykać kilka kadrów dla Was i znaleźć ciekawe miejsca godne polecenia ;) 



Do zobaczenia we wtorek o 8:00.
Będzie świątecznie, będzie dekoracja stołu, będą kwiatki, no w ogóle, och i ach!

PST Jest już pierwszy odcinek (z dwóch) VLOGA,
czyli video z naszej wycieczki nad morze:



Jeżdżę też często na Mazury, relacja tutaj.









« Nowszy post Starszy post »

Komentarze