25.02.2016

Powrót do przeszłości, czyli kilka prawd o mnie:)


Kiedy powstają dla Was wpisy, poprzedzone, rzecz jasna, pewną pracą, sesją foto, czy tutorialem video, nie zastanawiam się nad tym, czy wiecie KTO za tym całym przedsięwzięciem stoi. Ja to ja. Po prostu. Liczy się dla mnie to, że jesteście! Bez Was musiałabym dalej popisywać się przed M. i nie zainteresowanymi, przypadkowymi ludźmi ;) 

     Nie odpowiedziałam jednak, na pewne pytania, które mi zadajecie albo w komentarzach, albo jeśli brakuje Wam śmiałości, to w prywatnych mailach, na IG i w innych socjalach. Postanowiłam więc postawić dziś kilka z nich, abyście zobaczyli też inną twarz refreszingu, czyli mnie. Paulę. Paulinę. Prawdziwego człowieka, kobietę. Pełną pomysłów i emocji z nimi związanych.

1. Czy zaczęłaś pisać bloga o odnawianiu, bo to stało się modne?

Nie. Bloga zaczęłam pisać za namową Przyjaciółki. Uznała, że skoro od kilkunastu lat zajmuję się przeróbkami i metamorfozami, może warto je pokazać szerszemu gronu. Możecie przeczytać o tej decyzji w pierwszym wpisie na blogu-klik. Poza tym zawsze lubiłam uwagę i obiektyw. Zobaczcie te ślepia wpatrzone prosto w aparat! (Moja Mama wygląda tu jakby miała anoreksje i zdecydowanie ma za duże okulary :D . Mnie rozpoznacie po antenach radiowych, czyli odstających uszach!)




2. Skąd bierzesz czas na metamorfozy?

To pytanie pojawia się chyba najczęściej. Przyznam się Wam uczciwie: nie zawsze jest chęć, czy czas na refreszingi. Ale! To daje mi takie poczucie wolności i satysfakcji, że zapominam, o przysłowiowym, "Bożym świecie", kiedy zabieram się za szlifowanie, czy malowanie. Dosłownie nie odczuwam głodu, czy innych potrzeb. Nie czuję upływającego czasu. To prostu wciąga, jak narkotyk. Powiem Wam także, że przy poprzedniej pracy (bardzo wymagającej, o niej za chwilę), po 10-11 godzinach w trasie, wracałam po pracy na działkę mojej mamy i do 21:30, dopóki nie zaszło słońce, odnawiałam meble do kolejnego mieszkania. Kiedy pokazywałam zdjęcia w telefonie swojej ówczesnej kierowniczce, patrzyła na mnie, jak na idiotkę i pytała "Skąd Ty masz na to siłę?". "Nie wiem"- odpowiadałam, ale te cudowne, towarzyszące pracy fizycznej uczucia, zrozumie tylko inny/inna zapalona refreszerka :) Dzisiaj wróciłam do poprzedniego zawodu (za moment w dwóch zdaniach), który pozwala mi na poświęcanie więcej czasu blogowi i mojej pasji.


Lub możemy przyjąć, że działam z prędkością światła, jak np. na tym zdjęciu. Zwróćcie uwagę na lampkę (<3) oraz na dywan. Powoli rozumiem, skąd pewne moje dekoracje i wyposażenie po remoncie .. Hm..


Zresztą ten dywan krążył z nami po kolejnych, 
wynajmowanych mieszkaniach:



3. Jakie skończyłaś studia i gdzie zdobywałaś wiedzę o odnawianiu?

Siedzicie? :) Prawo i administracja, a uzupełniające z zarządzania i marketingu (specjalizacja reklama i PR). Widzicie jakiś wspólny mianownik? Bo ja kompletnie NIE:) Ale muszę się też do czegoś przyznać. Od czasów żłobka przejawiałam talenty manualne. Robiłam lalki ze szczotek do podłogi, obwieszałam się koralami i występowałam w różnych rolach przed rodziną. Te występy opisuje mi dziś moja Kochana Babcia :) Więcej o moim rozwoju i duszy rzemieślnika niżej. 


A to ja, w mojej ulubione spódnicy- lambadówka, z postaciami z kreskówek, których nie grali wtedy w Polsce. W przedszkolu, więc mam tu ze 3-4 latka. Patrzę na swoją fryzurę i widać wracam do korzeni :)



        Wiedzę o metamorfozach zdobywałam głównie z nauki na własnych błędach. Trzynaście lat temu nie było tutoriali na YOUTUBE, jak naprawić krzesło, czy odnowić bieliźniarkę :D Wyobrażacie sobie? Poza tym, mój wujek, stolarz, zdradził mi kilka tajników- np. o żelu do usuwania starych powłok. Nie było wtedy bloga, na którym o tym wszystkich można by swobodnie poczytać,popytać :D Więc reasumując- starsze pokolenie plus porażki i błędy wykonów własnych :)

4. Kim jesteś z zawodu i czy pracujesz?

Ciężko powiedzieć o papierkowym, wyuczonym zawodzie- widzicie wyżej, jakie studia skończyłam :) Najwięcej doświadczenia posiadam w zakresie pośrednictwa w nieruchomościach. To była moja pierwsza praca, którą wykonywałam bez przerwy od 2004 roku (czyli tuż po maturze) do 2009 roku. Wtedy też na rynku nieruchomości nastąpiło załamanie, a ja - także za głosem serca- wyjechałam do Wrocławia. Opuszczałam drugą kawalerką,w której żyłam. Była zrobiona pod igłę, wszystko na wymiar i różowa. BARDZO RÓŻOWA!


No,a ja czarna! Jak smoła:) Cóż tak to wyglądało w 2007 roku:) Przyjaciółki zapewne ukręcą mi głowę za wrzucenie tych zdjęć, ale udobrucham je jakoś :D


        We Wrocku spróbowałam swych sił w branży farmaceutycznej (lub para farmaceutycznej). Zostałam przedstawicielką medyczną. Epizod ze stolicą Dolnego śląska trwał dwa lata. W 2011 roku wróciłam do Łodzi, mojego miasta rodzinnego, kontynuując "karierę" w branży, tylko już u innego pracodawcy. Po poważnych kłopotach ze zdrowiem, i nie mniej poważnej operacji kręgosłupa, a także re-operacji, po powtórnym jego złamaniu, moja przygoda z farmacją skończyła się z hukiem. Ale dzisiaj dziękuję losowi,czy sile wyższej za to, że tak się to potoczyło. Postanowiłam rozpocząć pisanie bloga i wrócić do "pierwszego" zawodu (pośrednika), w którym pracuję po dziś dzień. Nadmienię jednak, iż obecna praca, nie jest sztywną, określoną ramami czasowymi pracą. Pozwala mi się realizować, także jako refreszerce. 


Jak widać na załączonym niżej obrazku, potrzebuję wolnego zawodu. Moja ekspresyjna osobowość i indywidualny styl, wymagają wolności :D I od zawsze kocham kolor ! 

Tu lat 6 (7?) :)

Tu 23 (24?) :)


5. Czy jako dziecko przejawiałaś zamiłowanie do rzemiosła?

I to jakie! Wiem, że każdy maluch przechodzi etap rozwoju, w którym jest jednocześnie Picassem, Mariah Carey, Adamem Słodowym i pewnie jeszcze dwoma innymi wybitnymi jednostkami. Moje zdolności manualne pojawiły się w wieku około trzech, czterech lat. Wspomniane lalki ze szczotki, obwiązane ażurową chustką cioci, to były początki. Swoich zdolności próbowałam także w przemyśle perfum, kiedy to w kryształach z szopy wyciskałam bezlitośnie płatki róż dla Mamy ;) Tak, idea ZRÓB TO SAM towarzyszy mi odkąd pamiętam. Lata szkolne to był czas kiedy pokochałam plastykę. Wszystkie zadania na lekcje techniki- tak, lekcje techniki, traktowałam poważniej niż nie jedną klasówkę z matmy. 

       Pamiętam, jak dziś,kiedy bodaj w IV klasie, Pani od biologii miała niezłą zagwozdkę, jaką wystawić mi ocenę za prowadzenie zeszytu, w którym, brakowało treści, ale było mnóstwo  moich rysunków zwierząt, kolorowanych, cieniowanych. Mówiła wtedy: "To nie plastyka". A dla mnie wszystko było plastyczne. Wszystkie moje sympatie w tamtym czasie (i później), nie dostawały byle jakich kartek z kiosku, czy osiedlowej pasmanterii. O nie! Robiłam je ręcznie, dekorowałam. Wkładałam w nie mnóstwo serca <3 A kiedy kartka "to było za mało", moje sympatie dostawały ode mnie kolaże, malowane, z elementami przyklejanymi (np. z płyt CD, czy potłuczonej butelki). Należałam też do szkolnego teatrzyku, chociaż przyznam, talenty oratorskie rozwijałam, bo lubiłam poezję, bardziej jednak interesowała mnie scenografia i tzw. "chłopięce zajęcia". Ale przez wiele lat wykorzystywałam, to czego się nauczyłam i wystawiałam wraz z kuzynkami teatrzyki dla rodziny i młodszych członków rodziny. 


Proszę! Misie na patykach, pacynki. Karton z ceratą i rysunki i voila! Teatrzyk Pięciu Sióstr  gotowy :D



       W liceum moja miłość do DIY wybuchła. Przemalowałam swój pokój,dokładnie, wszystkie meble w nim. Warto dodać, że były to drewniane meble (tak, wiem, Bój się Boga,Paula), należące do właściciela wynajmowanego wtedy przez moją mamę mieszkania! Był to pokój jego starszego syna, a ja miałam fazę na mocny błękit. Bez zgody właściciela, ba! Nawet bez zgody Mamy, kupiłam w Selgrosie cuchnącą farbę olejną i z wielką radością opitoliłam nią cały pokój :D Taki blue shabby chic, powiedziałby dziś ktoś. Wszystkie meble. Od góry do dołu. Tutaj widać, co prawda nie wiele, ale dowód mam. (Ps. ten stojak na szafce jest wypełnionymi kasetami:). 


 Na ścianie widać też sztukę wysoką, czyli jeden z moich kolaży :) Interpretacja należy do Was:)


      W pokoju,do koszyków wiklinowych, doczepiałam spinacze biurowe i wieszałam je, niczym doniczki. Designerski pomysł, przyznajcie sami! :D W ogóle, uwielbiałam to mieszkanie. Bardzo wpłynęło na mój gust i upodobania. Miało pięć pokoi, opisywałam zresztą tajemniczą historię jednego z nich- klik. 

Wiem, że Wasz wzrok chce skupić się na suto zastawionym, jak przystało na rok 1993, stole. 
Ale zwróćcie uwagę na detale:
krzesła, zegar, lampa i stojak z paprociami! Już teraz rozumiem, dlaczego tak bardzo ich potrzebuję.
Ps. W tyle, z takim wypukłym kineskopem to jest telewizor. 
Tak kiedyś wyglądały :D A ta Whitney Houston po prawej stronie to moja Mamusia!


        Nie poprzestawałam jednak na swoich czterech kątach! Z pasją przerabiałam swoje ubrania, doszywając im futerka, malując je farbami. A włosy... Dżisas, spytajcie, którejś przyjaciółki, jakiego koloru nie miałam na głowie? Dość ekspresyjnie wyrażałam swoją kształtującą się osobowość. I ponownie, lekcje plastyki, były dla mnie najważniejsze. Nudziła mnie fizyka, chemia. Dusza artysty-humanisty po prostu rosła wraz ze mną. Już wtedy interesowały mnie też śmietniki. Tak :) Kiedy przyniosłam do domu stare okno, bo chciałam je pomalować- zrobić dekorację na ścianę, mama dostała furii. Kazała mi się pukać w czoło i odnieść je z powrotem. Wyobraźcie sobie jej minę, kiedy jakiś rok później, może dwa lata, będąc w Selgrosie, na dziale z dekoracjami zobaczyłyśmy stare okna malowane farbami po 150zł za sztukę. Wiecie, co wtedy poczułam? Że mam taką intuicję. I się nie pomyliłam. Zaraz po maturze, gdy moja rodzina przeniosła się na wieś, ja naciskałam na mój powrót do Łodzi. Wynajęta kawalerka była pusta, i trzeba było ją tanio i praktycznie umeblować. To było moje pierwsze, mieszkaniowe, wyzwanie home refreszingowe. Z Tatą kładłam linoleum, meble do kuchni były ze śmietnika, wyczyszczone i wymalowane farą olejną, w dwóch kolorach, z dekoracją z juty! 


Kto wpadłby na taki pomysł?! Serio. Meble pomalowane w dwóch kolorach i taka dekoracja z juty, efekt 3D !

    Zamiast regularnej szafy, miałam szafy biurowe (takie z wieszakami do segregatora). Jejku, co to były za czasy! :) Później już poszło z górki, bo widziałam coraz więcej wyrzucanych mebli i zbierałam je. To był rok 2004. Rozumiecie to? Jak się wtedy na mnie wszyscy patrzyli: "No nienormalna". A dziś? Strona za stroną, magazyn za magazynem pokazuje super hot trendy fotele Liski, czy Chierowskiego. I ja się tak cieszę, że ratujemy polską historię! 


Tak wyglądała moja panieńska kawalerka w 2005 roku,
po wizycie u tapicera :)


Chyba się rozpisałam..  Peuntując, wszystko zostało mi do dziś 
"tylko meble i ja, jesteśmy już większe".

6. Dokąd zmierza blog i co chcę osiągnąć?

Pragnę dalej realizować swoją pasję. Meble kocham od zawsze. Te smaczki, które tutaj możecie zobaczyć:


Jak metalowa lampka, z dwoma źródłami światła. 
Jak ja za nią tęsknię!



Nie zwracajcie uwagę na tama jajo, którym się bawię. Ani może na moje "kuzynostwo" (tak naprawdę dzieci koleżanki mojej mamy, z którymi jeździliśmy przez lata na wakacje, więc stali się rodziną). 
Ale popatrzcie na ten ławostół! Otwierany na środku, z możliwością podnoszenia do wysokości stołu! No czad!



    Po kilku trudnych, żeby nie powiedzieć dramatycznych, zdrowotnych przejściach przewartościowałam swoje poglądy i podejście do życia. Nie mam parcia na zostanie wysoko posadowioną menadżerką, chociaż kiedyś miałam. I oczywiście nie piję do Pań Menadżer. Ja po prostu odnalazłam swoje miejsce na świecie. To czas ze szlifierką w ręku, kiedy nie słyszę nikogo, czas nie istnieje, a ja osiągam stan błogi. Jestem może też po trosze marzycielką, wierzę, w to, że w życiu, ciężką pracą, jesteśmy w stanie znaleźć się w miejscu, które kochamy, robiąc to, co kochamy!



Życzę każdemu odnalezienia takiej pasji w sobie oraz możliwości jej rozwijania i pielęgnowania.


I skoro mowa o tych możliwościach...
Już 10/12/2016r pierwsze warsztaty w mojej pracowni,
zainteresowani? Zapraszam po więcej szczegółów:klik>klik>klik>




Ściskam!











« Nowszy post Starszy post »

Komentarze