23.11.2015

Jak remontować, aby nie zwariować? Moje porady


To pierwsza część całej serii, która pojawi się na blogu. Jeśli wydaje Wam się, że remont to prosta piłka, znaczy nie mniej, nie więcej, że jeszcze za żaden się nie zabraliście ;) Nie martwcie się jednak, korzystanie z cudzych błędów i porażek to tylko oznaka dojrzałości i mądrości, a także zaoszczędzenie sobie czasu, nerwów i nierzadko pieniędzy.


                                                         

Planowanie remontu


Nie powiem, że wykonałam w swoim życiu kilkadziesiąt remontów, ale przy kilkunastu brałam udział ;) Czasami prośba o pomoc, kończyła się pełnym projektem i nadzorem nad wszystkimi etapami prac, więc jakieś pojęcie w tym temacie mam. Poza tym, w swoim krótkim życiu, przeprowadzałam się już około 30 razy. I w tym obszarze, także dysponuję kilkoma cennymi radami. Zacznijmy jednak od początku.





Jeśli spytacie jaki plan, to śpieszę z odpowiedzią. Ja np. swój remont w głowie układałam prawie trzy lata, nie w szczegółach rzecz jasna. W tym czasie dorastały ze mną faktyczne potrzeby, o których dowiadywałam się żyjąc w mieszkaniu. Dałam sobie czas, aby sprawdzić, co naprawdę w domu jest dla mnie ważne? Jakie przestrzenie, jakie mają pełnić funkcję? Zastanowiłam się, jak długo będę w tym mieszkaniu żyła i co remont ma obejmować? Każdy z Was, myślący o remoncie musi przyjąć pewien plan. Musi on zawierać obszar/zakres samego remontu, a następnie szczegółowo rozpisany plan działania. Ja, nakreślałam również odpowiedni ku temu czas, który determinuje nie tylko dostępność sprawdzonej ekipy fachowców, ale także:

stabilizacja sytuacji finansowej

Brzmi retorycznie? Być może, ale warto wymienić to jako podstawę naszego "planu". Moje mieszkanie zakupiłam na kredyt. Musiało upłynąć trochę wody w Wiśle (czytaj spłacić się odsetek), abym mogła zacząć myśleć o pożyczce na remont. Abyśmy mogli,wszak od ponad 3 lat jestem w szczęśliwym związku, a od 6 miesięcy nawet w narzeczeństwie. Od około sierpnia analizowałam nasz budżet domowy, planując wysokość pożyczki na remont. Wiadomo, iż część z Was posiłkuje się oszczędnościami, część zaciąga hipotekę, jeśli kupiła mieszkanie za gotówkę. Każdy wybiera dogodną dla siebie opcję finansowania. I tu dochodzimy do kolejnego arcy ważnego elementu.


Liczy się i to bardzo dokładnie. Samo ustalenie zakresu prac to nie wszystko. W moim wypadku remont obejmował 39 z 49m2 powierzchni mieszkania, bowiem kuchnia i łazienka zostały wyremontowane ponad trzy lata temu. I zakładam najważniejsze punkty jak: remont ścian, wymiana podłogi, zmiana lokacji sypialki, czyli przeniesie drzwi i zabudowanie starego wejścia. Te trzy podstawowe kwestie pozwoliły mi jedynie nakreślić budżet, który uległ zmianie po demolce. W budżecie ująć musiałam m.in. wstępny  kosztorys prac i materiałów. Przede wszystkim jednak, ustalić margines. Planując tzw. poduszkę bezpieczeństwa policzcie minimum 15-20%. Jeśli wydaje się Wam, iż to dużo, z doświadczenia powiem Wam, że NIE. Jeśli planujecie wydać na remont 40.000zł , to 8.000zł z tej kwoty to Wasza poduszka. Co znaczy, iż faktycznie, na remont macie 32.000zł. Nie udawajcie, że 1000-2000zł załatwią problem, który napotkacie na swojej drodze. To się tyczy w szczególności remontów, czyli prac na nieruchomościach z rynku wtórnego.


Wielkie pakowanie






To element, który również powinniście zaplanować. Tzn. nie raptownie podjąć decyzję o opuszczenie nieruchomości na czas remontu, tylko bardzo dobrze to rozłożyć w czasie. Ustalić miejsce, do którego się przeniesiecie i kiedy. I nie pakować się w niedzielę,chyba, że nerwica, albo rozwód to pożądane przez Was efekty. Pakowanie w moim przypadku to była przemyślana operacja. Wiedziałam, że żadne z Nas nie może sobie pozwolić na urlop, mieliśmy wtedy szczyty sezonów w pracy, a ja nie chciałam dokonywać samobójczej próby spakowania się w weekend.

Spakowanie dobytku życia, z naszego 50 metrowego mieszkania, rozłożyłam więc na dwa tygodnie. Mieszkanie pakowałam etapami biorąc pod uwagę "używalność' przedmiotów. Ponieważ nasz remont odbywał się późną jesienią/zimą, zaczęłam od letnich ciuchów/butów. Je mogliśmy spakować na dłużej i schować głębiej. Następnie pamiątki i dekoracje, część do kartonów "PO REMONCIE", a część "NA STRYCH", bo wiele z nich już nie wróci do mieszkania.  Później dokumenty, odkładajcie te najpotrzebniejsze. Jak np. wyniki ostatnich badań, akty notarialne, paszporty, karty płatnicze. Nie zostawiajcie tego na koniec pakowania, bo wrzucicie te arcy potrzebne rzeczy byle gdzie i będziecie się później denerwować. To jest czas i miejsce na stworzenie tzw. magicznego pudełka pt "MOJE ŻYCIE OD TEGO ZALEŻY" i te dokumenty, klucze (np. do piwnicy, zapasowe klucze do klatki schodowej), leki, trzymacie w tym pudełku, i to pudełko, cały czas macie ze sobą. Dosłownie.


Pakując rzeczy dzieliłam na cztery grupy:
  1. Do oddania.
  2. Do sprzedania.
  3. Do wyrzucenia.
  4. Zostają.

A logistycznie, kolejno na trzy rewiry:
  1. Zabieramy ze sobą (rzeczy potrzebne nam do życia)
  2. Wywozimy do pracowni i tam zostają.
  3. Zawozimy do pracowni, ale wracają po remoncie do domu.

Możecie się śmiać, ale stwierdziłam, że kiedy dokonać remanentu, jak nie przy okazji remontu? Ubrania pakowałam oczywiście w worki na śmieci (te mocniejsze). To najlepsza metoda, pozwalająca podpisać worki markerem  i zaoszczędzić miejsca przy transporcie. Dokumenty nie potrzebne na co dzień, dekoracje, elektronika powędrowały do kartonów. Meble owijałam streczem, aby się nie porysowały. Telewizory folią bąbelkową. Ze sobą zabraliśmy trochę elektroniki, ubrania rzecz jasna i ww. magiczne pudełko. Ten karton to było moje centrum dowodzenia. Ponieważ na czas remontu z początku wynieśliśmy się do Babci, później do przyjaciele mojego Mariusza, a nawet w biurze. Posiadanie więc takiej mobilnej "szafki" na rzeczy ważne uratowało nam życie.


Wydatki na remont

Wszystkie, absolutnie wszystkie powinny być notowane. Wydawanie pieniędzy, nawet przy zbieraniu rachunków, skończyłoby się źle, gdyby nie ścisłe, skrupulatne, codzienne budżetowanie wydatkówPolegało to na korzystaniu z niezastąpionego w planowaniu wszelakich operacji finansowych Excela , wpisaniu kwoty "na remont", a następnie systematycznego odejmowaniu od niej kolejnych pozycji.




Na każdy zakup brałam fakturę. To bardzo ułatwiało mi bieżące monitorowanie wydatków. Na wybranych arkuszach prowadziłam wydatki ogólne, a na poszczególnych np. ściany, bardziej szczegółowe. Dzięki czemu widziałam w każdej chwili, gdzie jesteśmy jeśli chodzi o finanse. Odradzam Wam szafowanie operacyjne jedną kwotą i nie racjonalne obserwowanie tylko, jak topnieje, nawet na specjalnym, remontowym koncie, czy karcie. Postępując w ten sposób, sami skazujecie się na porażkę, bo nie macie możliwość przesuwać wydatków w budżecie, nie wiecie, kiedy powiedzieć STOP, gdzie szukać oszczędności, lub na co więcej możecie sobie pozwolić.


Podpisuj umowy z fachowcami


Gdy ustalacie kosztorys z fachowcem, spiszcie go. Spiszcie np. cenę za m2 gładzi, cenę za malowanie (uwzględniające gruntowanie, jedno lub dwukrotne malowanie). Posiadając stawki zapisane na kartce, wspólnie unikniecie nieporozumień, bo będzie czarno na białym. Dojdzie tylko kwestia pomnożenia wybranych pozycji przez ilość metrów kwadratowych. Czym takie rozliczanie różni się od tzw. "Proszę dać mi cenę total za ten remont"? Ano tym, że ustalając zakres prac "na gębę", pod koniec remontu możecie usłyszeć:
Za położenie tapety ekstra 300zł,
za tą listewką, o tutaj 150zł,
no bo wie Pani, tego w planie prac i cenie nie było!

Wtedy trafi Was szlag i krew Pańska zaleje. Uniknijcie takiego błędu, jaki ja popełniłam swego czasu. Tym razem zapisałam na kartce A4, wszystko co chcę aby było w mieszkaniu podczas remontu wykonane, a obok dopisałam ceny wymienione przez fachowca. On tą kartkę podpisał i połowa stresu mniej. Ekipa remontowa, która nie chce Wam podpisać swojego "cennika", albo spisać z Wami żadnej umowy, na 99% przyczyni się do problemów i źle wydanych pieniędzy. Waszych pieniędzy.


To kolejna wskazówka, ale już nie taka oczywista. Kiedy po sporządzeniu planu (zakres prac, czasu wykonania), znalezieniu funduszy i określeniu budżetu, remont ruszył, ja, każdą płaconą złotówkę rozliczałam. Miałam przygotowane arkusze płac, gdzie wpisywałam usługę, kwotę, datę i oczekiwałam podpisu danego fachowca. Dzięki temu integralnemu załącznikowi do "cennika", wiedziałam iż uniknę jakichkolwiek sporów. Skorzystajcie, będziecie spali spokojnie. 


Planowanie w czasie


Już w trakcie demolki, kiedy miałam plan i projekt remontu, nadszedł czas na ustalenie: wszystkiego.



Np.jeśli wiedziałam, że za trzy dni kończy się demolka, to na czwarty dzień rano ustalony był transport dokonanych przeze mnie wcześniej zakupów budowlanych. Najważniejsza jest komunikacja. Mój fachowiec na bieżąco informował mnie, o tym : na kiedy; co, będzie potrzebne. Zakupienie wszystkich materiałów, od budowlanych, na podłodze skończywszy jednocześnie i zwiezienie ich do mieszkania,tylko utrudnia fachowcom pracę, a nam grozi szkodami. Planowałam więc zamówienia i transporty tak, aby płynnie współgrały z zakresem prac. To wiele ułatwiło. Zarówno ekipie, jak i mnie, bo nie wydawałam na raz kilkunastu tysięcy złotych, tylko płynnie pozbywałam się złotówek z konta- a to ma znaczenie.


Szukaj oszczędności i okazji podczas remontu



Mój planowany zakres prac i budżet, został zdewastowany, kiedy odkryliśmy iż elektryka i ściany są w fatalnym stanie. Do kompletnej wymiany nadawały się wszystkie kable i gniazdka, zaś ściany podziurawione po montażu boazerii w latach 60-tych wymagała stworzenia ich bez mała na nowo.   A budżet przecież nie jest z gumy. Oczywiście zawierał ok. 20% marginesu błędu. Jednak to, co żeśmy zastali po zdjęciu boazerii to było raczej 40% ! Trzeba było podejmować szybkie decyzje. Na szali znalazło się ok. czterech tysięcy złotych. Albo wymieniany grzejniki, albo wymieniamy drzwi wewnętrzne. I nagle moje próby przekonania Mariusza , że ja chętnie nasze stare drzwi odnowie, że jest w nich potencjał, zostały  wprost przekute w zgodę. W budżecie ratujemy pieniądze, zostają środki na grzejniki z zapasem. Wszystkie remontowane zmagania możecie zobaczyć w 9 odcinkowym serialu NASZ REMONT MIESZKANIA

Takich decyzji było wiele. Cena remontu wzrosła o 25%, a ja  czyniłam oszczędności wszędzie tam, gdzie było to możliwe. Jak chociażby wspomniane drzwi. Warto dodać, że posiadam potężny arsenał mebli- tych które stały w mieszkaniu, i tych z pracowni, które szykuję na wymianę.

Wyposażenie mieszkania to wbrew pozorom jeden z większych wydatków podczas remontu. Ja tego ciosu mogłam uniknąć. Właściwie jedynym koniecznym nowym meblem była kanapa. Wy uwzględnijcie w swoim budżecie wszystkie niezbędne meble, wyposażenie.

To tyle na dzisiaj. Moich cennych rad. Ciężko mówić o tytułowym zwariowaniu, bo po prostu na nic nie ma się czasu. Nawet na wspomniane szaleństwo.

A Wy jak radziliście sobie z remontem? Macie swoje wskazówki? Podzielcie się nimi, bo to średnio przyjemny okres w życiu i wszelkie tipy są na wagę złota. Przecież na koniec mamy już tylko pić szampana!






« Nowszy post Starszy post »

Komentarze