16.11.2015

Drewniana podłoga, czyli jak bardzo potrzebuję dywanów.


To zabawne, bo dywan do niedawna, podobnie, jak tapeta, był dla mnie synonimem tandety. Ale przygoda z blogowaniem, Wasze zainteresowanie wpisami wnętrzarskimi i mój rozwój w tej dziedzinie odciska na mnie swoje piętno. Dojrzewam.
Pozytywnie, rzecz jasna! Staram się proponować Wam ciekawe wpisy dotyczące wnętrz. Moich własnych i Waszych.

Remont mieszkania, wyczekiwany, stał się przyczynkiem do jeszcze większego rozwoju. Nie jest mi obojętne, np. to co będę miała na podłodze. Planując budżet tej inwestycji, lwią część przeznaczyłam na podłogę. Z wielu względów. Po pierwsze, w wakacje miałam przyjemność dokonać podwójnej metamorfozy balkonu. Za drugim razem poznałam organoleptycznie, co to znaczy mieć drewno na podłodze. I przepadłam! Dzięki deskom na balkonie, dostawałam drgawek patrząc na panele w pokoju i dałam sobie za punkt honoru doprowadzenie do takich oszczędności (o wszystkich moich szalonych i trafionych pomysłach będziecie czytać już wkrótce!) abyśmy mogli kupić drewnianą podłogę.

I w całej mojej wielkiej radości pojawił się strach. Zewsząd każdy- każdy kto nie ma drewna w domu :P - zaczął mi grozić porysowaną podłogą, dziurami, etc. Proszę chociaż jedną osobę, która ma w domu drewnianą podłogę aby napisała, używając imienia i nazwiska, że wolałaby panele... Czekam :)

Tak myślałam :) Powiem, że głęboka prawda jest ukryta w stwierdzeniu, że kto raz miał drewno w domu, nigdy więcej nie zgodzi się na plastik. I tak się stało dzięki mojemu balkonowi. 

Obcując z "pogróżkami" dramatu jaki mnie czeka, postanowiłam wziąć sprawy w swoje ręce i zapobiec tym wszystkim czarnym wizjom. Nie ma prostszej metody, niż postawieni mebli na dywanach. I tak oto zaczęłam grzebać w internecie. 

Wpierw dla potwierdzenia swej tezy, że dywan to rozwiązanie idealne. I w ogóle po to, by się do nich przekonać. Dotychczas w dywanie, podobnie, jak w tapetach widziałam coś ohydnego. Okazuje się, że pomyliłam się po raz kolejny. Dywan potrafi zrobić całe wnętrze.




Potrzebny był więc dywan do powstającej sypialni oraz saloniku. W sypialni w szczególności pod łóżko. Bo to najcięższy mebel w pokoju i faktycznie ma prawo odgnieść się na podłodze. Zaś w saloniku pod kanapę i stół, które swoje gabaryty również mają i trzeba w tym miejscu podłogę odciążyć. 

Co do sypialni, dywan musi wpasować się stylem, a jak wiecie będzie on dość charakterystyczny. 




W jakim próbuję iść kierunku? Oczywiście myślę o podjęciu ryzyka i próbie znalezienia wzoru, z jednym wiodącym kolorem- np. czerwonym, który uzupełniłby eklektycznie to wnętrze. Ale! Wiem, że to gra w rosyjską ruletkę i łatwo popełnić nieodwracalny błąd, więc myślę również o spokojnym, jasnym misz maszu, jakby lekko przetartym. Co sądzicie?

źródło

W saloniku będzie nieco łatwiej. Chociaż panuje tam mnogość kolorów i muszę być bardzo ostrożna w wyborze.


I tak oto pośród propozycji celuję w następujące typy:


Jak widzicie, wszystkie trzy propozycje (z Westwing), mają domieszkę żółtego. Ja osobiście brałabym w ciemno nr 1, ale 2 i 3 też korcą. Trójka jest super uniwersalna. Szarość i jasny żółty- prawie biały, będzie mógł być wykorzystany w innym pokoju. Ale ten geometryczne wzór z 1. Ah! Brać, nie brać? 

Jestem ciekawa, co sądzicie? Macie w domu dywany? Ja dotychczas stosowałam bieżniki w kuchni i malutkie dywaniki w łazience. Ale zarówno w strefie dziennej, jak i sypialni, raczej miałam gołą podłogę. Decydując się jednak na drewno, chce je odpowiednio zabezpieczyć.

Jeśli macie w domu dywany, gdzie je nabywałyście? Spróbuję przypolować na coś, co mi skradnie serducho na Westwing. A jeśli się nie uda, liczę na Wasze wsparcie!

fot. pierwsze: kaboompics.com
zdjęcie 2, 3: dzięki uprzejmości Jessici z bloga www.decoradventures.com
pozostałe zdjęcia: Westwing


« Nowszy post Starszy post »

Komentarze