25.09.2015

Dzisiaj zapraszam Was do wyjątkowej kawiarni- Przędzy.


Tym razem przejdźcie ze mną przez próg bardzo wyjątkowej kawiarni. Jesteśmy w Łodzi, wchodzimy w podwórze ulicy Piotrkowskiej 107... i...


Zacznijmy od początku, chociaż jestem łodzianką (nie mylić z wodzianką, zresztą nie te parametry:), nie słyszałam o tym miejscu do początku lata tego roku. Internet ma taką niesamowitą moc, dla mnie póki co niezrozumiałą iż poznaję bardzo wyjątkowych ludzi. Taką osobę jest Rafał, którego z tego miejsca bardzo serdecznie pozdrawiam.

Skleroza mi nie pozwala sobie dokładnie przypomnieć : "jak to było", ale jeśli się nie mylę Rafał wpadł gdzieś na mojego bloga, z cichacza go podglądał, aż się w końcu odezwał ;) Poza jego pasjonackim dzierganiem (tak, dobrze czytacie:P), wielką pasją Rafała jest fotografia. A moją wielką nogą, piętą achillesową jak kto woli. Od słowa do słowa, zupełnie niespodziewanie Rafał zaproponował mi wstępne szkolenie z zakresu fotografii kilka miesięcy temu. Bo wiecie.. Dla mnie przesłona nie różniła się niczym od przysłony i zasłony :D I tak właśnie spotkaliśmy się w kawiarni Przędza (klik), w Łodzi.


Z daleka widziałam, że poza szkoleniem z fotografii i pyszną kawą, czeka mnie także uczta dla mojego refreszingowego serca! Kiedy tylko zobaczyłam zrobiony z płyty OSB banner ucieszyłam się, bo już wiedziałam, że to będzie wyjątkowego miejsce...

Po prawo -jak to mawiamy w Łodzi- bar. Piękna surowa cegła, ubrana w drewniany blat. Smacznie. A nad półkami nazwa kawiarni. Ale nie na jakimś plastikowym banerze- wyplatana ze sznurka na wbitych gwoździach, czad, prawda?


Po lewo (tak, wiem, po leweeej stronie:) farba tablicowa i menu:


Po wybranej kawie (cóż, ja się przyznam bez picia,tfu, bicia, wybrałam pifo), zasiedliśmy do wstępu. Chwile mi to zajęło aby w moim wąskim technologicznie rozumku zmieściły się pojęcia, którymi szafował Rafał. Włączyliśmy- jeszcze wówczas mojego Nikusia- i zaczęły się próby. 

Próby trwały aż się nadszedł zmierzch. Piękna pora w bramach łódzkich kamienic dla sesji. Wydobywa kolory murów, tworzy niesamowity klimat:


Mnie jednak bardziej interesowało wyposażenie i wystrój samej Przędzy... Ze zmianą światła na zewnątrz, zupełnie zmieniło się światło w środku. Stało się miękkie, ciepłe i głębokie.



Bar się nieco wyostrzył, dzięki lampom nad nim. Cegła nabrała bardzo przytulnego klimatu.


Przyznajcie sami, że wygląda przepięknie! 



Obok baru, przy suficie wisi lampa typu DIY. To sznurek nawleczony na dużą piłkę balonową i potraktowany wikolem:


Mimo, iż cegła zajmuje dosyć dużą połać w lokalu, nie jest nachalna. Nie dominuje tej przestrzeni. Daje jej ciepło, zamiast surowości, przytulność.


W drugim pomieszczeniu w kawiarni dominuje prostota dodatków. A są one pełne faktur i kolorów. Jak np. te szpule, mocowane na płycie OSB. I piękne obrazki, wykonane z dzierganej (sweterkowej) tkaniny:



Kącik z palet i płyty OSB:


Siedzieliśmy w Przędzy gadając o fotografii i życiu, aż okazało się, że jesteśmy ostatnimi gośćmi. Czas więc powiedzieć dobranoc...




Tymczasem. Pewnie czekacie na przedstawienie pierwszego sponsora akcji #babskirefreszing? No to jeszcze chwilkę poczekajcie...:) A o samym projekcie nie zapominajcie: lajkujcie, udostępniajcie, rozmawiajcie:) Do zobaczenia po weekendzie, który dla mnie szykuje się ponownie w kartonach :)

Szczegóły akcji tutaj >>klik<<

Salutując Wam wiertarką,
do zobaczenia!






Zdjęcia są wynikiem wspólnej zabawy mojej i Rafała Kowalika :)
« Nowszy post Starszy post »

Komentarze