14.08.2015

Refreszing Ludwika [krzesła].


Ja wczoraj poczułam, o co chodzi w tej mojej miłości do refreszingu. Usłyszałam hałas pod blokiem, wyglądam, a tam? Stertaaaaa mebli pod kamienicą visavi. LECĘ!
Dosłownie przywdziałam klapki, złapałam klucze, telefon. Wpadam, jak po ogień, bo widzę Panów  z MPO w pomarańczowych ogrodniczkach, co znaczy, że jestem rychło w czas, za chwilę podjedzie śmieciarka!

Panowie oczom nie wierzyli, jak zaczęłam za ich przyzwoleniem- a za chwilę także z ich pomocą- wertować nadżarte duchem czasu i kornikami meble. Z początku, jak w lumpeksie, wydaje Ci się, że tu nic nie ma. Ale bądź bezwstydny, i kop!

Znalazłam super fotel, prze zaczepistą starą piłę, a także wygrzebałam skrzydło-fragment-drzwi, z których zamierzam stworzyć jakąś piękną dekorację. Wszystko zobaczycie na instagramie:P  A gdybyście zechcieli mnie śledzić na snapchacie, to będziecie moje wybryki podglądać w czasie rzeczywistym:
snapchat-> refreszing :)

Tak, w tym drewnie coś musi być. Mój wyraz twarzy musiał się zmienić, bo jeden z Panów stwierdził, że zachowuję się jakbym wpadła do Sobieradka, a drugi dodał, że te moje oczy uśmiechnięte i zęby wyszczerzone, wszystko mi dotacha do pracowni! Kocham te emocje, tą adrenalinę, zgorszenie przechodniów, którzy za nic na świecie nie rozumieją jaka mnie ogarnia euforia! ZDOBYŁAM!

Wracając do tematu dzisiejszego wpisu- przedstawiam pracę Dominiki, która zajęła się renowacją drewnianego krzesła. Nazwała je Ludwik, za co już ją lubię, bo sama wielokroć dopuszczam się takich personifikacji:) Post pozostanie w konwencji maila, który od niej otrzymałam, bo spodobał mi się jego styl i forma :

"Dziękuję, że moje amatorskie wypociny, z nadaniem drugiego życia zapomnianym przez czas rzeczom, zostały docenione i uzyskały możliwość publikacji na Twoim blogu :)

Jest to dla mnie mega kop i zastrzyk energii by działać dalej. Wyróżnienie jest dla mnie jak WYGRANA !!! CZAD !!! :)
Zmierzając do konkretów...

delikwent :)
Jak pracowałam nad krzesłem? Totalnie amatorsko!
Co mi pomogło? GENY! ( po Tacie zapał do majsterkowania, po Mamie wrażliwowść i wyczucie stylu).
Skąd jest Ludwik? ( nasze krzesło) Z balkonu mojej Babci, gdzie niszczało ładne, parę lat, dopóki go nie dojrzałam.
A potem to już akcja transport :) I długo wyczekiwana renowacja.
Jak wyglądała cała praca?
- najpierw odkurzanie i mycie ze wszystkich śmieci jakie przez lata się na nim uzbierały
- potem szlifowanie ze starych warstw farby papierem o gramaturze 60g, 80g i chyba 120g
- efekt wstępnych prac....tona kurzu w płucach i niezły bicek :)
- dalej znowu etap mycie, odkurzanie itp.
- potem wałek i czarna farba colours 0,5l za jakieś 23zł( dokładnie to emalia akrylowa satynowa, która ostatecznie daje matowy efekt, który uwielbiam)


Odświeżanie Ludwika było totalnie amatorskie. Jeżeli w trakcie malowania powstawały małe zacieki, pilnikiem papierowym do paznokci delikatnie je ścierałam, przecierałam wilgotną ścierką i zamalowywałam. Malowanie to najprzyjemniejsza rzecz w całej metamorfozie. Trwała ona może max 45 min, w trakcie których zdążyłam go 2x przemalować. Standardowo moje wszelkie majsterkowanie odbywa się wieczorem po pracy, często przy mega sztucznym świetle :) Czy na koniec pracy dodałam jakiś wosk czy lakier.... nie, bo nie mam :) ale może skuszę się na jego zakup i zabezpieczę Ludwika przed starzeniem się. Moich sił z Ludwikiem próbowałam w konkursie Ikea na balkon praktyczny/ magiczny....Ostatecznie nie wygraliśmy, ale kto nie próbuje ten potem sobie w brodę pluje :) 



Dziękuję raz jeszcze i życze spokojnej niedzieli i dalszych sukcesów!!!!

Pozdrawiam:
Dominika Miciuk - po mężu,( Sosińska po rodzicach :) )

I Ludwik przed i po:



Dominika, to ja dziękuję! Uwielbiam dostawać Wasze prace. Ostatni konkurs, na 6, był strzałem w dziesiątkę :) Szykuję już dla Was coś specjalnego, oby starczyło mi czasu/sił i kosmicznej energii :D

Wspaniałego weekendu, ja jadę kończyć stolik z żyłkami,którego pierwszą część metamorfozy widzieliście tutaj, klik, a drugą tutaj, klik. Tymczasem!


« Nowszy post Starszy post »

Komentarze