30.06.2015

Łódź Bloguje- moje pierwsze spotkanie


Jakiś czas temu nie wiedziałam nawet, 

co to jest "blogosfera" ?

Później, kiedy nieśmiało do niej wkroczyłam, zacięcie szukałam informacji na temat tego, jak poruszać się w tym potężnym, internetowym świecie. Trafiłam na szereg życzliwych i pomocnych osób, bez których tkwiłabym w miejscu, a z natury tego bardzo  nie lubię. Po kilku miesiącach pisania, przy okazji konkursu na Blog Roku dowiedziałam się, iż ludzie z tego wirtualnego świata spotykają się. Nie siedzą w domach, przekopując meandry internetu aby zdobyć wiedzę- chociaż chwila, nie to też robimy :) - ale udają się na konferencje i inne takie, gdzie mądrzejsi, starsi, od nich przekazują sobie wzajemnie informacje. 

W blogosferze jestem świerzonką

płotką lub, jak woli amatorem, więc adekwatnie spotkania blogerów były dla mnie zupełnie obce. Oczywiście, od kiedy się o nich dowiedziałam, z zapałem maniaka ślę zgłoszenia, ale dotychczas dostawałam tylko informacje, iż nie udało mi się dostać. Hmm. Pomyślałam sobie, że może coś ze mną nie tak?

Blog nie ładny? 

Kontent żałosny? Styl mizerny, czy co? Zasięgnęłam więc opinii koleżanek po fachu i dostałam informację, iż nie jest to kwestią wielkości/popularności bloga, czy na konferencję udaje się dostać czy też nie. Jeśli więc tak jak, dostałaś/łeś 4 razy z rzędu odmowę podnieś brodę wysoko i rób dalej swoje- w końcu się uda!

Łódź mnie "rozdziewiczyła" 

Po pewnych zawirowaniach w zgłoszeniu (moja wina), dostałam informację, iż zaakceptowano mój udział w Łódź Bloguję. YEAH!
http://www.lodzbloguje.pl/

Idąc na tzw. kompletny spontan spakowałam notes i długopis, przywdziałam coś bardziej wyjściowego niż umorusany farbą geter i udałam się do ART Inkubatora. To miejsce, swoją drogą, to piękny przykład jednej z wielu rewitalizacji, która dokonała się w pofabrycznej części Łodzi. 

źródło


Cześć, mam na imię Paula..

- Ooo, refreszing - przywitała mnie z uśmiechem Kasia Biegańska, jedna z organizatorek spotkania. 

Otrzymałam smycz z wizytówką, a także torbę prezentów :)

Starczy już jednak tego "wstępu", bo sporo ciekawej i mam wrażenie, potrzebnej treści chciałabym przekazać.

Nie wstydź się napisać do agencji...

Oczywiście nie matrymonialnej, chociaż to też żaden wstyd-
a PR'owskiej. Tudzież marketingowej, domu mediowego itp.

Pani Agnieszka, ze studia PRowokacja, otworzyła mi trochę oczy. W świecie internetów krążą bardzo różne opinie na temat tego czy szukać firm do współpracy czy czekać aż Cię znajdą. Nie mnie, amatorce, oceniać co jest słuszne, ale po warsztacie dostałam prostą odpowiedź: tak.
Oczywiście, że nie każdy pisze bloga po to by te współprace zawierać, ja jednak mam w głowie marzenie, plan i nie zawaham się go zrealizować. Uzyskanie więc opinii drugiej strony, o tym iż firmy takie czekają na zgłoszenia blogerów, było dla mnie pierwszym wiadrem zimnej wody. Rzecz jasna, to nasza suwerenna decyzja, zależna od stylu naszej komunikacji, metod prezentacji. Ale jeśli zastanawiałaś/łeś się czy wysyłać informację o sobie do świata marketingu, to -cytując prelegentkę- 

odpowiedź brzmi "Tak".

Pani Agnieszka, wraz z nami- uczestnikami, rozmawiała też o tym kim dzisiaj jest bloger i kim może być, lub mówiąc śmielej, kim jej zdaniem i wielu osób zebranych na sali się stanie. Mianowicie- zawodem. Poniekąd dziennikarzem, recenzentem. Należy pamiętać, że wielu z nas pisze bloga o swojej pasji. O czymś, co cholernie go kręci, a co zaniedbał po wkroczeniu w dorosłe życie i obowiązki. O czymś, na co nie ma czasu pracując w korporacji, o czymś, co nazywa miłością swojego życia i zasypia z myślą, dlaczego codziennie nie może tego robić? 

Prelegentka wskazała na jakie cechy firmy zwracają uwagę- wygląd bloga, kontent, spójność komunikacji, aż do konieczności informowania - raportowania swojej współpracy. Ah, znowu te raporty :) 

Blogowanie i prawo

To kolejna prelekcja, arcyciekawa, jeśli nie najciekawsza tego dnia. Trzeba mieć świadomość, iż umieszczanie treści w internecie rządzi się pewnymi zasadami, użyję sformułowania aby się nie powtarzać, określonymi w majestacie prawa. 

Gdybym miała streścić wystąpienia Wojciecha w jednym zdaniu brzmiałoby ono zapewne:

Wszystko, co chcecie wiedzieć o prawie w internecie, ale baliście się zapytać.

Jednakże byłoby to spłycenie i nic więcej już nie mogłabym napisać ;) "praKreacja , prawo dla kreatywnych"- jak autor sam określa, pozwoli Wam odpowiedzieć na pytania, np. jak prowadzić sklep internetowy bez paragonów z kasy fiskalnej, czy tracę prawo autorskie publikując swoje zdjęcia na facebooku- fanpage'u, jak rozliczać się ze swojej blogowej działalności? Gorąco zachęcam Was do odwiedzenia tego firmowego-prawnego bloga, pełnego istotnych tematów, nie poruszanych nigdzie indziej- przynajmniej ja nie znalazłam;)

Kiedy cytuję, kiedy plagiatuję?

Podczas wystąpienia Wojciecha z sali padło wiele pytań. Jak cytować zgodnie z prawem- czyli np. niezgodność z prawem przepisywania całych tekstów. Jak istotne jest by cytat zawierał w sobie odpowiednie oznaczenie autora i szereg innych przykazań, które trzeba spełnić. 

Zdjęcia c.c. i c.c. zero

Czym one się różnią, wiecie? Ja do niedawna znałam tylko zdjęcia Creative Commons, czyli c.c. I takie zdjęcia, z powszechnych banków zdjęć można wykorzystywać na blogu, pod warunkiem- iż nie ma on celów komercyjnych. A jeśli cele są komercyjne? Jeśli chcę coś dodać do zdjęcia? Wtedy szukamy zdjęć z licencją c.c.zero. Ja, jeśli nie korzystam ze swoich, sięgam do Kaboompics, gdzie zresztą Was serdecznie odsyłam :)

Bardzo ładnym zdaniem prelegent określił szacunek w sieci, nie będzie to cytat, a raczej przytoczę sens, że o wizerunek w sieci należy dbać. Zarówno własny, jak i innych. Należy uważać, czy treści, które publikujemy nie są zniesławiające lub znieważające.

To nie jest losowanie!

Bardzo ciekawą informacją pozyskaną podczas tego warsztatu była ta dotycząca konkursów. Jak większość blogerów i ja mam ochotę Wam dziękować. Za to, że jesteście, że oglądacie, czytacie, komentujecie- funkcjonujecie w moim małym, refre świecie (jaki rym!). Jednakże, jak się okazuje, zgodnie z prawem nie wolno w konkursach przeprowadzać losowań. Tak więc, aktualny konkurs, w którym możecie wziąć udział tutaj, klik, jest oparty na zasadzie przyjmowania zgłoszeń i wybrania, nie wylosowania, tych najbardziej kreatywnych, które najmocniej mnie urzekną. 

Poza tym, przydatna jest dla mnie informacja, iż bloger w ujęciu prawa to artysta. Tak też traktowany jest przez prawo podatkowe i prawo autorskie. 

Start up'uj po sukces!



Ze swojego doświadczenia autor opowiadał o współpracy z blogerami i potwierdził zdanie Pani Agnieszki ze Studia PRowokacja, iż warto odzywać się do firm. Jeśli tylko jesteśmy kreatywni, prowadzimy bloga systematycznie, potrafimy się zaangażować.
Jeśli zastanawiacie się od czego zacząć, gdybyście rozważali założenie swojej działalności dla bloga śmiało możecie skorzystać z wiedzy i doświadczenia Grzegorza. Zachęcam Was, jeśli macie swoje pytania, do kontaktu z nim.

W sieci jestem bezpieczna

tak samo, jak na Florydzie, z rozciętą nogą, daleko od brzegu. Nie, nie jesteś. Prelekcja Kamila dosłownie mnie przeraziła. Trochę, jak ta wizja pływania z rekinami i krwawiącą łydką :)
Co pierwsze zrobiliśmy- oczywiście nie wszyscy- po wejściu do sali? Połączyliśmy się z niezabezpieczoną siecią wifi... Haha! Zwracacie uwagę, kiedy zasycacie się do sieci w restauracji, pociągu na to czy ona jest zabezpieczona? Tak myślałam. Teraz jestem mądra,bo się dowiedziałam. Kamil bez pardonu wyśmiał taką lekkomyślność wymieniając ile startup'ów umarło, nie doszło do skutku, bo były dyskutowane np. podczas podróży busem-znanej marki. O zgrozo! Jak się okazuje, są ludzie, którzy żerują tylko na takich okazjach, podłączając urządzenie- wyglądające, jak standardowy modem wifi, lub mniejsze- i zasysając Wasze dane niczym glonojad. 

Ja nie mam genialnego pomysłu, mnie to nie dotyczy.

A konto internetowe w banku masz? A piszesz bloga, prowadzisz fanpage'a? Kamil udowodnił, że pobrał dane wszystkich nas, którzy podłączyli się do "darmowej wifi" i jednym kliknięciem mógł przejąć np. naszą stronę. Jeśli zastanawiacie się po co, to oczywiście on zrobił to by udowodnić nam naszą lekkomyślność, ale nie liczcie na taką pobłażliwość, ze strony "złodzieja", który zechce Was mówiąc dosłownie okraść. Takie mechanizmy działają, bo znam historię z autopsji, kolegi, który spostrzegł, że logowano się do jego konta z Chin. Co w tym dziwnego? Ano to, że nigdy nie był w Chinach, jak się domyślacie. Jeśli więc macie w telefonie menadżera zadań, bloggera lub pokrewne, aplikacje bankowe (!!!), nie bądźcie idiotami i nie korzystajcie z darmowych sieci wifi, bo może Was to słono kosztować. Kolejnym przykładem są maile, które wysyłamy- często podając dane typu PESEL czy numer dowodu, dane wysyłane do umów, do prawników. I teraz wyobraźcie sobie, co może się stać jeśli one wpadną w niepowołane ręce. WIFI= game over :) 


Jestem tolerancyjna, ale ta"gimbaza"...

Doprowadza mnie do szału. Zapomniał wół, jak cielęciem był, czyli słów kilka o pokoleniach młodszych od Nas. Ja jestem rocznikiem 85. Nie twierdzę, że jakiejś super starej daty, ale dla mnie rozrywką w dzieciństwie-czy wieku młodzieżowym nawet, było podwórko/park, spotkania ze znajomymi. Dzisiaj jest to facebook, czat, snapchat, instagram, twitter, i zapewne szereg innych, o których nie mam nawet pojęcia. Z jednej strony budzi to mój lęk, z drugiej strony

to nowa forma komunikacji

i należy ją skutecznie opanować, chyba, że jesteśmy kompletnymi ałtsajderami i ciągle trzymamy w domu papeterię (to nie jest rodzaj tapety ani papieru toaletowego tylko dekoracyjne mniej lub bardziej koperty, w których kiedyś wysyłało się -na ozdobnych kartkach- listy do koleżanek z koloni) :) Wiadomo, świat się zmienia i nie będzie na nas czekał, musimy więc iść i zmieniać się razem z nim.

Mogę się zmieniać, ale ja ich nie rozumiem

Oni nie potrafią się komunikować, są mniej empatyczni, takie przemiany w społeczeństwie nie wniosą nic dobrego. Tak, w jednym zdaniu, streściłabym szereg wypowiedzi i bardzo gorliwej dyskusji o generacji Z. Hubert ze stoickim spokojem i psychologiczną dokładnością odpierał ataki - w tym moje- że "dzisiejsza młodzież" (ja pierdziu, jakbym ja była starą prukwą), żyje w internecie, zamiast w prawdziwym świecie.

Oczywiście, trochę tak jest. Kiedyś aby zobaczyć się z koleżanką, dzwoniłam na stacjonarny (telefon na kablu, stojący zazwyczaj w przedpokoju) i jak nikt nie odbierał, szłam pod blok i darłam się pod oknem "Aneta, wyjdziesz?!!". Wyobraża sobie dziś ktoś z Was, że aby się z kimś zobaczyć, wróć, w ogóle dowiedzieć się czy to jest możliwe zasuwa na drugi na ten przykład koniec dzielnicy, wciska guzik na domofonie i pyta "Zastałam Justynę?" :)

Nie można tego oczekiwać od dzisiejszej młodzieży. Bardzo ważnym zdaniem, które mi nieco szerzej otworzyło oczy, było to o urodzeniu się w rzeczywistości. Takiej, a nie innej. My, pokolenia sprzed 90 roku, tudzież 95 roku, obserwujemy od lat swojego dzieciństwa szereg zmian. Musimy się do nich przystosować, nauczyć nowych technologii, zrozumieć je. Natomiast młodzież, ludzie urodzeni po 95 roku nie zmierzają się z tym. Oni się w takiej rzeczywistości urodzili. Dla nich nie ma czegoś takiego, jak internet (czyli gadu gadu, czy onet).

Jest net, sieć i efbe.

No to będzie ten emocjonalny koniec świata czy nie będzie? Jak dla mnie, nie. Nowe technologie potrafią też wiele ułatwić. Dziś mogę "zaplanować wydarzenie" i nie dzwoniąc do 10 osób sprosić ich do siebie na kawę. Jasne, kiedyś musiałam ich do tego przekonać telefonicznie, a dziś wstawiając np. ciekawą nazwę imprezy lub foto wydarzenia. Nie można mieć więc za złe młodzieży, że ona nie biega spod klatki pod klatkę tylko czatuje, mesendżeruje i śle smsy. Takie czasy, taki lajf. Poza tym, społeczności internetowe mają jedną, potężną zaletę- zasięg. Mówię tu o akcjach charytatywnych, crowdfoundingowych, czy choćby dowiedzeniu się przeze mnie o konferencji Łódź Bloguje. Dlatego, że ktoś kliknął lubię to, ja to zobaczyłam, przeczytałam, zapisałam się, w ogóle miałam przyjemność w tym wydarzeniu uczestniczyć.
Czy młodzi ludzi są pozbawiani emocji? W jakimś sensie tak. Ale są też atakowani przez zupełnie inne,nowe bodźce. Ja zmierzałam się kiedyś z Kubą, który do 8 klasy wytykał mi odstające uszy.. Z jednym Kubą. Dziś ten Kuba, mógłby mi narobić przykrości wśród dziesiątek, ba tysięcy, moich rówieśników publikując jakiś wpis na FB. Jest różnica, prawda? Po prelekcji i dyskusji na sali, zeszłam z tonu. Młodzi ludzie stanowią dziś potężną siłę. Nie można stawać wobec nich okoniem, bo inaczej myślimy. Należy się wzajemnie zrozumieć,a  przynajmniej szanować,aby funkcjonować. Ja nawet jestem zdania iż należy się od nich uczyć. Bo samemu ciężko nadgonić ten technologiczny sprint.

Jeszcze ktoś?!

Weźcie łyka kawy, albo lepiej melisy bo teraz będzie z grubej rury. Jak już wysłuchałam wszystkich powyższych prelekcji, patrzyłam z dumą na swoje notatki, poczułam "Ja Cię! Teraz jestem już taka mądra, już wszystko wiem, jak robić" i wyszła Aleksandra i po prostu zbeształa cały mój blogowy światopogląd. Nim przejdę do jej prelekcji, powiem-od końca- że poczułam się nagle tak, jak w wieku 5 lat, kiedy przed Wigilią zobaczyłam wujka przebierającego się za świętego Mikołaja. Wiecie, co to za uczucie? There is no magic, there is no nothing. Nie ma ideałów. Wszyscy mnie okłamali, wszystko się sprzedało.
Z początku, po wysłuchaniu prelegentki z bloga mamwatpliwosc.pl poczułam się po prostu źle. Mówiąc najoględniej pomyślałam sobie:

Kasuję bloga.

Dopiero po kwadransie, kiedy przetrawiłam, to, co przekazała nieco się uspokoiłam. Dotarło do mnie, trochę głębiej niż do linii złości i gniewu, co autorka wystąpienia miała na myśli. Otóż nie było żadnych slajdów, notatek. Aleksandra usiadła sobie wyluzowana na biurku, zaś z polotem Szymborskiej frazowała swoje zdanie i opinię. Jakby to ująć dyplomatycznie.. Nie patrzcie/nie dążcie do ideału. Ja, osobiście, nie mam takiego planu, marzenia, aspiracji, ale kiedy Ola opowiedziała o pewnej historii, to właśnie wtedy przypomniał mi się wujek zakładający brodę i czerwoną czapkę. Kiedy opowiedziała o jednej osobie, ze świata blogosfery, który po prostu przyznała, że zakłada maskę przed publicznością. Wtedy chyba najbardziej się zagotowałam. Tak, możecie się śmiać, tak, sądziłam, że to co ludzie piszą jest szczere. Że nikt na siłę nikogo nie udaje, a bo i po co, i że przecież jeśli czuję się ze sobą dobrze, to dlaczego

mam grać kogoś innego?

Jak się okazuje, można by. Ola wprost negowała stanowiska, które mają w sobie jakiś stopień fałszu. Bo nazwijmy rzeczy po imieniu, nie chodzi o koloryzowanie- schowanie brudnego talerza do zdjęcia- tylko o fałszowanie swojej osoby. Cóż, tak jak Aleksandra nie musiała nikogo zapewniać, że jest szczera- sposób wypowiedzi, potwierdzał tylko jej stanowisko. Ja też nie zamierzam tu teraz wykrzykiwać sloganów o autentyczności, bo wystarczająco zmroził mnie fakt funkcjonowania takiej obłudy, jaka została przytoczona i wpierw muszę to przegryźć. 

Być może autorka niektórym przypomniała, być może innych oprzytomniła, iż statystyki, liczby, nie mają żadnego znaczenia. Z utopijnym spojrzeniem, powiedziała, iż ma nadzieję, że prędzej czy później w świecie blogosfery pozostaną tylko Ci prawdziwi. A dlaczego? Bo szczerze, wierzy (ła?) iż ten internetowy, blogowy świat ma moc. Moc uczciwego dzielenia się poglądami, przekazywania informacji, ukazywania emocji, wszczynania ważnych dyskusji. I jeśli ktoś się teraz śmieje po drugiej stronie komputera, to z przykrością stwierdzę, że mi się wcale nie chciało śmiać, tylko płakać. Bycie idealistą, w dzisiejszych czasach okazuje się cholernie trudne. Co krok czeka na nas pułapka, obłuda i krypto idylliczne życie. Nie ma ideałów. Szczęśliwie mnie tego nauczyła moja Mama. Nigdy do takowego nie dążyłam i mam nadzieję, że dążyć nie zacznę

Oczywiście nie znaczy to, że będę Wam od teraz pokazywała brudne chusteczki do nosa;) Ciężko mi prelekcję Aleksandry opisać, właśnie dlatego, że była nacechowana emocjami. Ona podzieliła się po prostu swoim dotychczasowym doświadczeniem, zwracając nam dobitnie uwagę- nie radząc, tylko zwracając uwagę- czego powinniśmy unikać. I bardzo jej za to dziękuję. Poniekąd otworzyła mi oczy i chciałam żwawo uciekać, ale później utwierdziła w przekonaniu, że warto robić swoje i to właśnie zamierzam.

Uff. Na sam koniec końców:

Czy da się przeprowadzić warsztaty w jedną godzinę i bez sprzętu?

No nie da się:) Przyznał to zarówno autor, jak i my zebrani. Grzegorz postarał się wytłuścić najważniejsze zasady i techniczne uwagi, co do robienia zdjęć. Oczywiście, każdy samodzielnie musi się nauczyć pracy z aparatem, swoim. Nikt nam nie powie, jaki kupić, można tylko doradzać. Trzeba z nim "ćwiczyć" na manualu, zmieniać wartości przysłony, ISO i balans bieli aby zrobić dopieszczone, piękne zdjęcie. Do tego, wbrew pozorom,potrzebna jest potężna wiedza. Tak więc wysłuchałam z zainteresowaniem uwag o złotym podziale i zasadach kompozycji, ale prawda jest taka, że to w praktyce, ze sprzętem w dłoni, gimnastykując się, flugając, szukając kadru uczę się fotografii. Daleka droga przede mną, ale jak napisałam, do ideału nie dążę. Satysfakcjonuje mnie, kiedy zdjęcie jest estetyczne i oddaje "temat". 

Może kiedyś bardziej się "zboczę", 

ale na dziś dzień szkolę warsztat do granic uznawanych przeze mnie za "udało się, to jest to". Jeśli Wy macie uwagi do mojego sposobu przedstawiania Wam mebli i przestrzeni, to walcie śmiało, bo lubię słuchać i uczyć się i ulepszać. Możecie wierzyć lub nie. Ale tak, jak refreszing przyszedł mi do głowy, jest moim pomysłem na siebie, to blog jest dla Was i bez Was nie funkcjonuje. Bardzo sobie życzę mówiąc pieszczotliwie zadowolić Was swoimi wykonami ;)

Tym samym chciałam bardzo podziękować:
Katarzynie Biegańskiej z bloga gotujzrodzinka.pl
Monice Fiszer z bloga bentopopolsku.blogspot.com,
Paulinie Urbańczyk z bloga mojapasjasmaku.pl,

Gosi Gramsz z time4yourbeauty.blogspot.com
oraz
Adamowi Łukaszewiczowi


za zorganizowanie tego spotkania, na którym posiadłam kolejną część wiedzy, potrzebnej mi do serwowania Wam wpisów najwyższej jakości:) 

Jeśli spytacie, co mi się nie podobało, to nie będę na siłę wymyślała. Wybrano świetne miejsce, naprawdę wartościowych i mądrych prelegentów, a także obdarowano Nas upominkami.  

Zasługują tu na wymienienie:
My Scandi za świetny plakat
Betty Baboo za bieliznę 
Dwukroopek za przypinki z psiakami
Kupiec za zdrowe przysmaki
a także Urząd Miasta Łodzi
i oczywiście podziękowania wszystkim, innym sponsorom:)

Tymczasem, spotykamy się w piątek. 






« Nowszy post Starszy post »

Komentarze