31.03.2015

Drewutnia, czyli gdzie powstają moje refreszingi.


Przyszło mi do głowy, że część z Was może się zastanawiać gdzie ja właściwie wykonuję swoje prace/projekty. Mam rację? Teoretycznie, można wiele z nich wykonać w domu i częściowo tak się działo. Ale jaki był początek i gdzie jest miejsce do "brudnych" i głośnych prac?


Niecałe 40 km od Łodzi, moja mama ma swój dom. Kiedy zaczęło się moje zbieractwo, drewutnia na jej działce była jedynym słusznym miejscem do refreszingów. 




Jeśli ktoś śledzi mojego instagram, kilka kadrów tego miejsca zobaczył w weekend. Ten kawałek drewnianego garażu, postawiony jeszcze przez mojego ś.p. dziadka to składowisko narzędzi i bambelotów wszelakich. Od pił, wyrzynarek, szlifierek, młotków po wszelkie, inne maszyny skończywszy.


Ale nie tylko. W drewutni stoi przepiękna szafa, która, jak tylko wygram w totka i kupię wielkie mieszkanie w kamienicy, stanie w mojej sypialni :) Rzecz jasna, po przebytym refreszingu ;)



Jak tylko zaczyna się wiosna, transportuję tam swoje znaleziska. Można je obedrzeć ze skóry i śmiało oddawać im dawny blask. W tym miejscu powstały, (a'propos szaf;) :

1. Szafa Halina:
metamorfoza Halinki, krok po kroku, tutaj

2. Bieliźniarka Grażyna (ta borówkowa)
jak wcześniej wyglądał gazetnik dowiecie się tutaj

4. Niedawno przedstawiony Bronek
jaki ten stoliczek był wcześniej paskudny zobaczycie tutaj

5. I oczywiście fotele:



 refreszing bąbelkowych foteli jest dostępny tutaj


 Zdziśka poznacie tutaj




6. Krzesła

O Krzesiławie dowiecie się tutaj


W miniony weekend pracowałam nad taboretami z lat 60-tych, z którymi (m.in) mam zamiar pojechać na pierwszy w życiu kiermasz:)




I tak to właśnie dzięki kawałkowi szopy, jak powiedzą niektórzy, było i jest miejsce do głośnych prac szlifierki i cuchnącego remosolu;) Gdzie poza tym miejscem wykonuję mniejsze prace? Dość długo w moją pracownię przekształcona była jadalnia w mieszkaniu. Szczęście w nieszczęściu nazbierałam tyle siuwaksu, jak mawia mój M., że trzeba było poszukać miejsca, w którym to się faktycznie zmieści. I dzięki kilku radosnym zbiegom okoliczności, udało mi się zaadoptować swój kącik w pomieszczeniu gospodarczym na parterze mojego bloku. Taka kanciapa. Tam mogę malować, transferować, kleić, rozkręcać i robić wszystko to, co nie powoduje wielkiego hałasu. Nie brudząc notorycznie w mieszkaniu, bo jak się łatwo domyśleć zwykłe malowanie obrazka czy kawałka drewna, to chlapanie i charakterystyczny zapach. Mieszkanie więc, dokładnie jadalnia- odzyskało swoje pierwotne funkcje,a ja mogę w ciszy pracować "na dole". Ten kącik również Wam pokażę;)

Tymczasem, spotykamy się w piątek. Będzie nowy wpis w dziale "Wasze projekty". Będę chciała Wam przedstawić kogoś wyjątkowego, kto podjął się realizacji marzeń i tworzy "rzeczy", jakich nigdy wcześniej nie widziałam. Zainteresowani?









pierwsze foto:
kaboompics.com



« Nowszy post Starszy post »

Komentarze