13.01.2015

Historia piątego pokoju. Dlaczego kocham retro?


Naturalnie, ilu Czytelników tyle gustów. Nie ujmuję panującej wszechobecnie bieli, czy szarościom. Ten trend z czegoś wynika. Może napędzani codziennie do granic możliwości, bombardowani hałaśliwymi reklamami, wracając do domu szukamy spokojnego,bladego azylu.?Może trzeba być po prostu wybitnym estetą by móc odczuwać przyjemność we wnętrzach w stylu skandynawskim lub shabby chic? Tak jak wspomniałam, dla każdego coś innego. Jasne, urzekają mnie te katalogowe propozycje i może sama zostanę kiedyś fanką tej mody, jednakże obecnie pozostaję wierna: kolorom, strukturom, fakturom. Może wynika to z charakteru, albo jakiegoś poprzedniego wcielenia? 




              Od dzieciństwa uwielbiałam zakradać się do "piątego pokoju". Jednym z  mieszkań, które wynajmowała moja mama- a było ich kilkanaście, jak wracam pamięcią- było pięciopokojowe mieszkanie w bloku. W Łodzi, na Widzewie. W praktyce czteropokojowe, bo jeden z pokoi stanowił składzik, zamknięty na klucz. Po latach wynajmu i przyjaźni, która powstała między moją mamą, a panem Hanzelewiczem- właścicielem mieszkania, pozwolono nam korzystać ze "składziku" w razie potrzeby. Dodam w tym miejscu iż pan Hanzelewicz to muzyk, wyśmienity skrzypek, który swego czasu wyemigrował z rodziną do Włoch i zamieszkiwałyśmy właśnie jego mieszkanie. Mi przypadł pokój po starszym z synów, więc większy, siostrze malutka klitka, ale z oknem. Korzystanie z "piątego pokoju" miało być dozwolone, tylko gdyby konieczne było np. wstawienie tam jakichś nieużywanych przedmiotów.  Mama z początku bardzo tego pilnowała i może raz lub dwa pozwoliła mi zerknąć do tej kopalni prywatnych pamiątek Państwa Hanzelewiczów. Któregoś dnia jednak zostawiła klucz w drzwiach, a ja uległam swojej ciekawości. Totalnie. Jak tylko upewniłam się, że siostra jest dalej w szkole wtargnęłam tam nie myśląc o konsekwencjach, a było o czym myśleć, bo zakazy mamy miały większą moc w naszym domu niż 10 przykazań! Nic to jednak. W pokoju poczułam się jakby mnie ktoś przeniósł w czasie. Stały tam kanapy, które przez chwilę widziałam krótko po naszym wprowadzeniu. Białe korpusy sof z pomarańczowymi siedziskami. Białe regały. Charakterystyczne kolory i funkcjonalność. Mama schowała je, zaraz po kupieniu zwykłego "kompletu wypoczynkowego" a'la lata 90'. Poza tym oczywiście w pokoju stało pianino. Było na nim ułożone co prawda 6 ton książek, ale od razu je zauważyłam. Do tego doszły pudła z zabawkami z lat 60-tych, drewniane klocki z których można było budować fortyfikacje, oczywiście kolejki. Pocztówki z epoki (!!!). Wazoniki, kubeczki, figurki. Lampki i krzesła. Poduszki. Szybko dopadł mnie strach i poczucie wstydu, za oglądanie tych prywatnych rzeczy, ale po prostu nie mogłam się powstrzymać. To podniecenie towarzyszyło mi za każdym razem, gdy w kolejnych latach zakradałam się i szperałam w tych wszystkich kartonach. I apropo's refreszingu. Właśnie odkopałam w swojej pamięci wspomnienie, iż w tym przyznanym mi pokoju, po Piotrze, znajdował się komplet mebli. Szafa z komodą oraz biurko. Niech mnie kule biją jeśli to nie ja w latach 90, jako nastolatka odmalowałam je wszystkie na niebiesko. Niebiesko, niebiesko. Paskudną olejną farbą- bo tylko takie były wtedy szeroko dostępne. I byłam z siebie tak dumna, gotowa zaprosić Nick'a Cartera z plakatu aby podziwiał moje dzieło. Ah te cudowne lata 90'. Właśnie wtedy, dzięki temu "piątemu" pokojowi, musiałam zakochać się w latach 60. Ich nieco hałaśliwe wzornictwo, dziś reprezentowane jest w innym wydaniu. W tamtym czasie, wnętrze musiało być dosłownie przepełnione geometrycznymi wzorami, niebanalnymi kształtami i KOLOREM.

Skopiowanie tego stylu zdaje się być bezcelowe. Po pierwsze trzeba by być absolutnym fanem tej estetyki i czuć się dobrze w lekko "atakujących" nas, chaotycznych przestrzeniach. Jednakże, w tym designie jest coś wciągającego.

Dziś próbujemy naśladować ten styl. Wdrażać go. Niektórzy go kopiują, inni miksują, ale zdecydowanie jest obecny. W moich wnętrzach także chcę by czuć było retro!





Kiedy ogląda się przestrzenie z lat 60-tych, np. na pintereście, może się nam zakręcić w głowie, ale przymykając jedno oko, albo wyciągając jeden mebel z całego obrazka, zaczynamy widzieć "sztukę". Design w najlepszym wydaniu. Aby jednak unikatowość projektów nie zniknęła w natłoku odcieni i kształtów, prezentacja mebli z tego okresu jest dziś jednostkowa (np. jeden fotel, czy komoda). Eklektycznie łączy się nowoczesne meble z meblami z epoki. Modern i retro design, tak mówią. Zwolennicy stylu, którym bliska sercu jest tematyka lat 60, nierzadko wybierają więcej niż jeden mebel. Stosując prosty trick- gładkie ściany czy podłoga, wykorzystują wiele obiektów aby stworzyć niepowtarzalny klimat.
« Nowszy post Starszy post »

Komentarze