30.09.2014

Dawno, dawno temu, za meblami, za szczotkami żyła Paula z pomysłami

 

Którędy do marzeń? Przez bloga.

Mam na imię Paulina. Wszyscy mówią do mnie Paula, bo krócej i przyjemniej. Mieszkam w Łodzi. Mam dwadzieścia dziewięć lat i za namową Przyjaciółki chcę podzielić się swoją pasją do odnawiania mebli i innych powierzchni.


Czego dotyczyć będzie blog? To szeroko rozumiana tematyka meblowa, wnętrzarska. Będę dodawać wpisy dotyczące wykonanych już przeze mnie refreszingów m.in. mebli, krzeseł, stołów czy szaf. Dla utrzymania poziomu- wszystko na blogu robię po raz pierwszy- nie rażącego oczu, nowe notki ze zdjęciami będę dodawała dwa, trzy razy w tygodniu. Będą zdjęcia przed i po renowacji mebla, a także w trakcie i opisy wykorzystywanych materiałów. Bardzo liczę na rady, opinie osób równie mocno zakręconych na temat odświeżenia mebli i nie tylko. Śmielej, liczę nawet iż któreś z moich wpisów okażą się dla kogoś pomocne. Czas pokaże, czy pozostanie to tylko w sferze marzeń.


Refreszing powstał w mojej głowie dobre kilka lat temu. Właściwie, zdolności manualne przedstawiałam już podobno w wieku trzech lat, robiąc lalki ze szczotek na kiju i babcinych apaszek. Ale zapewne nie ja jedna. Idę o zakład, iż w tym czasie przejawiałam także talent wokalny oraz aktorski. Do dnia dzisiejszego nie nagrywam jednak płyt, ani nie pracuję w teatrze. Wracając do meritum. 

    Pierwsze meble, których dotknęłam się, sięgając pamięcią i do kompromitującego archiwum na komputerze, to szafki kuchenne. Był to rok 2004, napisałam maturę i postanowiłam wynająć mieszkanie, usamodzielnić się. Budżet, jak łatwo się domyśleć był skromny, więc szafki ze śmietnika były "jak znalazł". Potem już tylko puszki farby, juta- tak, tak, materiał wykorzystywany raczej
w kwiaciarni, kleje, pędzle itp. Tadam!



Buzia najpewniej uśmiechnięta szeroko
z powodu gotowanego makaronu- garnek panieński posiadam do dziś. Szafki były cztery, zabawa przednia, efekt WOW wśród koleżanek
i najniższy możliwy koszt.



          Talenty stolarsko- malarskie na trzy lata odeszły na drugi plan, kiedy to trzeba było skończyć studia i dzielnie pracować na pół etatu. Potem była jeszcze pasja do ręcznie wykonywanej biżuterii, własny sklep internetowy, studia, pół etatu i, co sposób zgadnąć, wyczerpanie materiału. W między czasie zakup pierwszego mieszkania- gdzie wszystko "uszyte na miarę" i wielki coming back pasji do mebli. Przedstawiałam/am jednak specyficzne zainteresowanie jeśli mamy na myśli interesujące mnie epoki. Lata 60 i 70, Polska, choć nie było mnie wtedy na świecie, obdarzyłam największą sympatią. Design PRL'u, wielofunkcyjność mebli (ławostół- toż IKEA mogłaby się od nich uczyć, bo mieszkania dwupokojowe dalej mają po 46m2 w polocie), proste formy, którym dziś można oddać chwałę i blask, są moim ulubionym "sektorem". Powrót pasji do mebli wybuchł na nieznaną mi wcześniej skalę i do czasu odmalowania piwnicy=magazynu, po odnowieniu "kilku" krzesełek, mój pokój w kawalerce wyglądał następująco:


Na balkon wychodziło się idąc przez kanapę. Atutem tej sytuacji była znacznie zwiększona ilość miejsc siedzących dla moich licznych gości. Wiele z tych mebli opiszę, obfotografuję na nowo- w lepszej jakości- na blogu. Większość z nich do dziś stanowi, w moim kolejnym mieszkaniu, podstawę wyposażenia. Część rozjechała się jako prezenty dla przyjaciół i służy im do dziś.

Jak zauważono - jestem obrzydliwą "gadułą". Raz jeszcze podkreślę iż to mój absolutnie dziewiczy raz na blogu, będę podpatrywać najlepszych i czerpać inspirację. Ale zdaję sobie sprawę, iż przede mną mnóstwo pracy. Zarówno przy edycji tekstu, treści, zdjęciach itd. Wysłucham wszystkich opinii i rad, w miarę umiejętności, wdrożę w życie. No to ruszamy!

W poście wykorzystano zdjęcie:
autor: Martin Dörsch

« Nowszy post

Komentarze